Ostatnie dni to koszmar dla Tesli i Elona Muska. Najpierw ujawniono pierwszy śmiertelny wypadek kierowcy tesli Model S. 7 maja w Willinston na Florydzie pokładowy autopilot elektrycznego samochodu nie zauważył skręcającej ciężarówki (jej jasny bok nie odcinał się wyraźnie od jasnego nieba) i pojazd wbił się pod naczepę. Zmieciona została przednia szyba, ale tesla jechała dalej – zatrzymała się na płocie 50 metrów dalej. Siedzący za kierownicą 40-letni Joshua Brown poniósł śmierć na miejscu.

Tę sprawę bada National Highway Traffic Safety Administration (NHTSA) oraz National Transportation Safety Board (NTSB). To o tyle interesujące, że NTSB zwykle zajmuje się katastrofami lotniczymi i kolejowymi. Wypadków drogowych bada ok. 30 rocznie. Ślady na miejscu wypadku dowodzą, że tesla nawet nie próbowała hamować.

Drugi wypadek tesli na autopilocie miał miejsce w piątek 1 lipca. Właściciel galerii sztuki w Detroit, 77-letni Albert Scaglione, dachował swoim SUV-em teslą Model X na zjeździe z autostrady ok. 160 km od Pittsburgha. Kierowca i pasażer zostali przewiezieni do szpitala, obrażenia okazały się niegroźne. Scaglione twierdzi, że jechał z włączonym autopilotem. W tym przypadku firma jednak nie zgadza się z zeznaniami kierowcy: „nie ma powodu aby sądzić, że funkcja autopilot ma coś wspólnego z tym zdarzeniem".

Najnowszy ujawniony incydent miał miejsce w ostatnią sobotę. Tesla Model X wjechała w drewniane barierki na poboczu drogi w Montanie. Skosiła 20 słupków, urywając sobie reflektory i uszkadzając oponę. Siedzący za kierownicą mężczyzna – policja podaje jedynie jego nazwisko: Pang – przyznał, że auto jechało z włączonym autopilotem z prędkością ok. 60 mil na godzinę przy ograniczeniu do 55 mil na godzinę.

Pang powiedział również, że nie trzymał rąk na kierownicy, czym dał Tesli szansę obrony. Firma podkreśliła w komunikacie, że podczas uruchamiania trybu jazdy automatycznej system informuje o obowiązku zachowania czujności i trzymania rąk na kierownicy. Instrukcja odradza też korzystanie z autopilota na drogach bez wyraźnie wymalowanych pasów ruchu. „Nie wykryliśmy żadnej siły na kierownicy przez dwie minuty od uruchomienia autopilota" – podkreśliła Tesla.

Izraelska firma Mobileye, która dostarcza Tesli ten system, informuje, że autopilot w tej wersji ma hamować przed poprzedzającym pojazdem, może jednak nie wykrywać samochodów skręcających – będących bokiem. Nie radzi też sobie na słabo oznaczonych jezdniach.

Elon Musk robi zaś to, co zwykle w takich sytuacjach robią firmy technologiczne – uznaje, że winni są użytkownicy. W wywiadzie dla „Wall Street Journal" wykluczył możliwość wyłączenia tej funkcji. „Wiele osób nie rozumie, co to jest i jak z tego korzystać" – oświadczył Musk.