W Krakowie, jak mówi Katarzyna Liebersbach-Szarek, pośredniczka z agencji Nieruchomości Łobzowskie, najchętniej wynajmowane są mieszkania w dobrym stanie technicznym, na dobrze skomunikowanych osiedlach lub w modnych miejscach – np. na krakowskim Kazimierzu. – Wielkich studenckich przeprowadzek na razie nie widać. Jeśli ktoś ma mieszkanie w dobrym miejscu, to zwykle zatrzymuje je na kolejne lata – zauważa pośredniczka. – Zmiana lokalu kosztuje (koszty przeprowadzki, adaptacji, prowizja), więc jeśli nie jest to zmiana na lepsze, studenci wolą płacić za wynajem nawet w wakacje, tym bardziej że część z nich w tym czasie pracuje – tłumaczy.
Lokator pracujący
Robert Sulma, agent z NowodworskiEstates w Krakowie, zauważa, że dotychczasowe mieszkania opuszczają głównie studenci pierwszego roku. – Przyjeżdżając do Krakowa, nie znają dzielnic, ich otoczenia, komunikacji. Sugerują się atrakcyjną ceną, by po roku wypowiedzieć umowę najmu i szukać nowego dachu nad głową – tłumaczy Robert Sulma. – Dla znacznej części studentów najważniejsza jest oczywiście wysokość czynszu, dlatego wybierają osiedla poza ścisłym centrum.
Przedstawiciel agencji NowodworskiEstates ocenia, że wakacje to dobry czas na szukanie mieszkania. Wiele zwalnianych lokali ponownie trafia na rynek. – Jest w czym wybierać. Okazje trafiają się jednak sporadycznie – zastrzega Robert Sulma. – To na przykład ok. 50-metrowe, umeblowane mieszkanie z osobną sypialnią, salonem z aneksem, garażem, położone na nowym zamkniętym osiedlu, ze stawką najmu poniżej 1,5 tys. zł miesięcznie – ocenia.
Katarzyna Liebersbach-Szarek twierdzi, że okazji na rynku najmu praktycznie nie ma. – Co bowiem można nazwać okazją? Coś supertaniego? Taka oferta oznacza zwykle niski standard – zastanawia się pośredniczka z Krakowa. Podkreśla jednocześnie, że na pewno zawsze można się targować. – I to jest lepsze niż okazja. Trzeba jednak zaproponować wynajmującemu jakieś korzyści – np. dłuższy okres najmu, nieco wyższą kaucję, drobny remont – wylicza. – Nie bez znaczenia są także stałe dochody, co w pewnym sensie upewnia właściciela, że lokator będzie płacił – wyjaśnia. Rabaty na rynku najmu mogą wynieść 100–400 zł. Jeśli lokal jest wyjątkowo atrakcyjny, czasem nie uda się nic wytargować.
Robert Sulma potwierdza, że właściciele są bardziej skłonni do negocjacji warunków umów z pracującymi najemcami. Według niego rabaty wynoszą z reguły nie więcej niż 100–150 zł.