Po pierwsze dlatego, że konkurencja jest coraz większa, więc trudno wynająć byle co – czyli stary odziedziczony lokal, niewyremontowany lub tylko powierzchownie, z meblami z poprzedniej epoki. No, chyba że lokalizacja jest wyjątkowo dobra (ścisłe centrum dużego miasta), a cena adekwatna do standardu.
Po drugie, najemcy są coraz bardziej wymagający. Interesują ich mieszkania w dobrym stanie, wyposażone w AGD/RTV, najlepiej z kablówką i internetem.
Tymczasem – jak podaje Grupa Mzuri – w ciągu ostatnich pięciu lat rynek najmu mieszkań się podwoił. Jej eksperci prognozują, że w 2016 roku w nowo wynajętych mieszkaniach zamieszka ok. 250 tys. najemców.
Ale lokali na wynajem także szybko przybywa. Szacunki mówią, że w dużych miastach ok. 20 proc. mieszkań jest kupowanych przez inwestorów z przeznaczeniem na wynajem. Będzie ich pewnie jeszcze więcej, co związane jest z odpływem kapitału z giełdy, lokat i funduszy inwestycyjnych. Na GPW – spadki, na lokacie – zysk 2 proc., a rentowność inwestycji w mieszkanie na wynajem w dużym mieście wynosiła w ub. r. 4,77 proc. (według Home Broker).
To wszystko sprawia, że na rynku będzie przybywało coraz nowszych, lepiej urządzonych lokali na wynajem. Rynek najmu cywilizuje się.