Reklama
Rozwiń

Czy warto zmienić bank

Niskie marże banków kuszą spłacających raty za mieszkanie do refinansowania zobowiązania. Czasem jednak oszczędności mogą być pozorne

Publikacja: 02.11.2010 02:30

Dziś nie można już liczyć na tak dobrą ofertę banku jak w 2007 czy 2008 roku

Dziś nie można już liczyć na tak dobrą ofertę banku jak w 2007 czy 2008 roku

Foto: Fotorzepa, Dariusz Gorajski Dariusz Gorajski

Osoby, które zaciągnęły kredyt w kryzysowym 2009 roku, mają powód do narzekań. Gdyby przeczekały trudny okres, mogłyby sfinansować zakup nieruchomości taniej. Ceny mieszkań i domów po zapaści wcale nie poszybowały w górę. Z kolei w bankach promocja goni promocję, więc oferty są coraz bardziej atrakcyjne cenowo – mówi Sylwester Góreczny, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl.

Nie wszyscy jednak mają możliwość zamiany kredytu na tańszy.

– Ci, którzy zaciągnęli kredyty przy niskich marżach w latach 2007 – 2008, nie mogą ich refinansować, bo osłabienie złotego sprawiło, że wartość zobowiązania przewyższa wartość nieruchomości. Refinansowanie w takich przypadkach oznaczałoby realizację gigantycznej straty – zwraca uwagę Paweł Cymcyk, analityk z firmy AZ Finanse i ekspert Związku Firm Doradztwa Finansowego.

[srodtytul]Marże w dół i co z tego?[/srodtytul]

Rok temu, jak podaje Comperia.pl, marże kredytowe biły rekordy wysokości – 6,4 proc. dla zobowiązań w euro i 7,1 proc. dla kredytów we frankach szwajcarskich (przy długu w wysokości 300 tys. zł, 20-proc. wkładzie własnym i zadłużeniu na 30 lat). Z kolei przy kredytach w złotych średnia marża wynosiła ok. 3,8 proc.

– Dziś przeciętna marża dla złotego wynosi 2,62 proc., ale w ramach ofert promocyjnych, powiązanych z innymi produktami banku, można liczyć nawet na około 1,8 proc. – podaje Natalia Czaplewska, analityk Comperii.pl.

Najniższe marże wśród kredytów walutowych są dla euro. Ich średni poziom w przypadku ofert standardowych wynosi ok. 3,87 proc., natomiast w przypadku ofert cross-sellingowych (wiązanych) – nieco powyżej 2,5 proc. Z kolei prawie 5,5 proc. mają przeciętne marże pobierane przy kredytach we frankach szwajcarskich.

Czy te zmiany to już wystarczający pomysł, aby się zdecydować na refinansowanie?

– Przejście do innego banku musi się wiązać dla kredytobiorcy z określonymi korzyściami. Jeśli na zmianie skorzystamy np. 100 zł oszczędności na racie, a koszty związane z refinansowaniem wyniosą nas 6000 zł, to widać, że zyskamy na zamianie dopiero po pięciu latach – wyjaśnia Krzysztof Oppenheim, doradca finansowy z Oppenheim Enterprise. – W tej sytuacji refinansowanie nie ma sensu.

Jego zdaniem decyzja zależy także od tego, w jakiej walucie spłacany jest kredyt. – Jeśli są to franki, a kredyt braliśmy np. w 2007 lub w pierwszej połowie 2008 roku, zdecydowanie odradzam zamianę kredytu. Przejście na inną walutę oznacza, że dopłacamy sporo do kapitału i akceptujemy tę stratę. Dziś bowiem wartość zadłużenia z tytułu kredytu jest na pewno większa niż w dniu jego uzyskania. Na dodatek zamienimy kredyt na droższy, czyli z wyższym oprocentowaniem – mówi Krzysztof Oppenheim.

[srodtytul]Czy wiązane są dobre?[/srodtytul]

O ile na standardowych warunkach klientowi może się nie opłacać refinansować kredytu, o tyle oferty promocyjne, przy skorzystaniu z których klient musi spełnić dodatkowe warunki banku (np. założyć konto osobiste, korzystać z karty kredytowej, przelewać wynagrodzenie), mogą być kuszące. Ale też ryzykowne.

– Osoby, które zgodzą się na promocyjne propozycje banku, mogą liczyć na dużo niższe marże, porównywalne do tych sprzed kryzysu. Całkiem niedawno ING Bank Śląski przy kredytach w złotych zszedł z marży poniżej 1 proc. Najtańszy kredyt w euro sprzedawany przez Bank DnB Nord gwarantuje z kolei marżę już na poziomie 1,4 proc. Różnica między ofertami standardowymi a promocyjnymi jest zatem kolosalna. W efekcie refinansowanie drogich kredytów z 2009 roku jest opłacalne pod warunkiem, że spełnimy dodatkowe kryteria nakładane przez banki – przekonuje Sylwester Góreczny.

Natomiast Paweł Cymcyk podkreśla, że za każdym razem trzeba dokładnie policzyć koszty oferty wiązanej i patrzeć na konsekwencje niespełnienia warunków. – W przypadku kredytów hipotecznych obniżka marży o 0,1 pkt może przynieść oszczędność kilkunastu złotych miesięcznie. Jeżeli więc na obowiązkowe konto trzeba wydać podobną kwotę, to już oferta wiązana nie musi być atrakcyjna. Pamiętajmy też, że niewywiązanie się z warunków, np. brak wpłat na konto, brak operacji kartą, może doprowadzić do sytuacji, że promocyjne warunki się skończą, a my zostaniemy z niepotrzebnym produktem – przestrzega Paweł Cymcyk.

Krzysztof Oppenheim zwraca uwagę, że biorąc kredyt, często nie czytamy dokładnie, co podpisujemy, gdyż widzimy tylko dobrą ofertę. – Dlatego potem może nas spotkać przykra niespodzianka. Okaże się, że marża, owszem, jest niska, ale aby bank jej nie zmienił w trakcie kredytowania, musimy mieć w nim konto, zasilać je co miesiąc 5 tys. zł, używać aktywnie karty kredytowej (np. min. dwie płatności miesięcznie) i dopłacać jeszcze 200 zł miesięcznie na jakiś fundusz inwestycyjny. Jeśli nie dotrzymamy obietnicy, bank podniesie marżę i z oferty atrakcyjnej cenowo zrobi się oferta bardzo droga – mówi Krzysztof Oppenheim.

[ramka][srodtytul]Co oferują banki w przypadku refinansowania[/srodtytul]

[b]Sylwester Góreczny, analityk, Comperia.pl[/b]

– Porównując parametry cenowe kredytów refinansowych i kredytów na zakup nieruchomości, nie znajdziemy większych różnic. Wyjątkiem są oferty Banku DnB Nord, Nordei i Pekao SA, gdzie przy okazji refinansowania można liczyć na dodatkową obniżkę marży.

W Allianz Banku, Lukas Banku i Nordea Banku na klientów czeka niespodzianka – instytucje te zgodzą się zrefinansować kredyt pod warunkiem, że poprzednie zobowiązanie było spłacane przez odpowiednio długi okres, który wynosi 10 – 12 miesięcy. Pozostali kredytodawcy nie stosują tego typu wymogu.

Lukas Bank osobom starającym się o refinansowanie oferuje uproszczoną procedurę przyznania kredytu. Podobne obietnice składają też klientom banki PKO BP i Pekao SA. [/ramka]

[ramka][srodtytul]Z jakimi kosztami musisz się liczyć przy zmianie kredytodawcy[/srodtytul]

- Kosztem – przy refinansowaniu kredytu – jest prowizja za jego udzielenie, choć w wielu przypadkach może wynosić 0 proc.

- Większym obciążeniem będzie ewentualna opłata za wcześniejszą spłatę kredytu w starym banku. Zwykle wynosi ona 1 – 2 proc. zadłużenia, choć można znaleźć umowy, w ramach których opłata wyniesie nawet 5 proc.

- W ING Banku Śląskim, mBanku i MultiBanku wcześniejsza spłata długu jest darmowa w całym umownym okresie kredytowania.

- Kolejnym obciążeniem przy refinansowaniu dotyczącym kredytów walutowych jest koszt wynikający ze spreadu, czyli różnicy między kursem kupna i sprzedaży danej waluty.

- Banki zawsze wypłacają kredyty po niższym kursie kupna, natomiast późniejsze raty naliczają po wyższym kursie sprzedaży. Różnica ta może sięgnąć 20 gr na jednym franku czy euro, co przy refinansowaniu kredytu walutowego w wysokości 300 tys. zł przełoży się na wzrost salda zadłużenia o 20 tys. zł. Jest to tzw. koszt ukryty.

[i]Źródło: Comperia.pl[/i][/ramka]

Osoby, które zaciągnęły kredyt w kryzysowym 2009 roku, mają powód do narzekań. Gdyby przeczekały trudny okres, mogłyby sfinansować zakup nieruchomości taniej. Ceny mieszkań i domów po zapaści wcale nie poszybowały w górę. Z kolei w bankach promocja goni promocję, więc oferty są coraz bardziej atrakcyjne cenowo – mówi Sylwester Góreczny, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl.

Nie wszyscy jednak mają możliwość zamiany kredytu na tańszy.

Pozostało jeszcze 93% artykułu
Nieruchomości
Rynek wtórny. Nie ma co czekać na cenowy cud
Nieruchomości
Tyle sprzedający chcą za mieszkania z drugiej ręki
Nieruchomości
Nowy szef Speedwella w Polsce: wierzymy w rynek mieszkaniowy
Nieruchomości
Wakacje we własnym mieszkaniu w kurorcie
Nieruchomości
Ponad 27 mln euro dla spółki Echo Investment