Jedną z istotnych decyzji, jakie mają dziś podjąć warszawscy radni, jest zgoda na odkupienie przez miasto udziałów w spółce Sedeco.

To firma, o której głośno zrobiło się za prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Transakcja (niekorzystna dla miasta) została zawarta trzy dni przed objęciem przez niego władzy. Przekazał więc sprawę do prokuratury.

Spółka została zawarta przez miasto z belgijskim inwestorem (Madinco) do budowy biurowca przy ul. Złotej 72. Biurowiec jednak nigdy nie powstał. Pojawiły się natomiast zarzuty, że wycena gruntu została zaniżona.

Miasto próbowało zatem z powrotem przejąć działkę. Ale umowa była tak zawarta, że 99,9 proc. udziałów nie dawało samorządowi decydującego prawa głosu. Madinco, mając 0,01 proc., rozstrzygało o wszystkim.

Negocjacje, próby rozwiązania spółki ani nawet procesy sądowe nie dawały rezultatu przez praktycznie osiem lat.

Sytuacja zmieniła się dopiero w tym roku. We wrześniu Belgowie złożyli miastu propozycję odkupienia tej „złotej akcji“.

– Po analizach zgodziliśmy się nabyć udziały za 138 tys. zł i inne wierzytelności spółki za kwotę nie większą niż milion złotych. Jeśli na to zgodziłaby się Rada Warszawy, odzyskalibyśmy kontrolę nad majątkiem wartym ponad 100 mln zł – mówi nam wiceprezydent Jarosław Kochaniak.

Kilka dni temu Belgowie zgłosili jednak niespodziewanie zastrzeżenia do ustalonych wcześniej kwestii. Negocjacje będą trwały dziś do ostatniej chwili. – Ale ja nie będę działał pod presją czasu. Jeśli nie porozumiemy się z udziałowcem, sprawa przesunie się na nową kadencję – oświadcza wiceprezydent.

Jeśli się uda, ratusz będzie mógł spółkę zlikwidować, a grunt przy Złotej sprzedać w przetargu.

[srodtytul][i]Czytaj też w [link=http://www.zyciewarszawy.pl/artykul/13,531908_Miasto-przejmie--kontrole-nad-Sedeco-.html]Życiu Warszawy[/link][/i][/srodtytul]