Wywiad z dodatku Plus Minus

Słyszał pan o ustaleniach naukowców, którzy zajmują się badaniem miłości? Według nich prawdziwe uczucie trwa wiecznie.

Jeśli nawet to prawda, miłość z pewnością nie trwa wiecznie w tej samej postaci. Z czasem podlega naturalnym modyfikacjom. Już w ciągu kilku lat topnieje poziom ważnego jej składnika, jakim jest namiętność.

Czy to nie jest stereotyp? Proszę o dowody.

Są nimi na przykład wyniki moich badań. Wzięło w nich udział około tysiąca Polaków w wieku od 18 do 80 lat. Poprosiłem ich o określenie, który z opisów miłości pasuje do nich najbardziej. Deklaracje badanych powiązaliśmy z długością trwania związku, w jakim przebywali, oraz z ich wiekiem. Okazało się, że istnieje ścisła zależność między tymi zmiennymi. Osoby znajdujące się w fazie zakochania, która charakteryzuje się wysokim poziomem namiętności, były ze sobą około roku. Potwierdziło się także i to, że miłość wygląda inaczej w wydaniu starszych ludzi, w wieku około czterdziestu lat.

Czterdziestolatek w oczach badacza miłości jest starszym człowiekiem?!

Relatywnie tak. Miłość w wydaniu dwudziestolatka wiąże się z bezsprzeczną idealizacją partnera. Natomiast czterdziestolatki nie potrafią być już tak bezkrytyczne. Inną rzeczą, którą zauważyłem, jest istnienie związku między wiekiem kobiety a poziomem namiętności. Im jest ona starsza, tym słabsze jest to uczucie wobec partnera. I vice versa.

Jak rozumiem, twierdzi pan, że wraz z wiekiem kobiety mają słabszy pociąg seksualny. Stoi to w sprzeczności z tym, co mówią seksuolodzy. Według nich największe potrzeby kobiet przypadają na trzecią i czwartą dekadę życia.

Mają raczej słabszą chęć kompletnego zlania się z partnerem w jedność. Namiętność i seks są co prawda ze sobą powiązane, ale nie można postawić między nimi znaku równości.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Czym w takim razie jest namiętność?

Zacznijmy od zdefiniowania, czym jest seks. Nie ma wątpliwości, że jego główną funkcją nie jest rozmnażanie, ale podtrzymywanie związku. Spyta mnie pani zaraz, na jakiej podstawie tak twierdzę. Na tysiąc stosunków odbytych przez Europejczyków tylko jeden kończy się spłodzeniem dziecka. Czy więc przysłowiowym kluczem do szafy jest ten, który otwiera ją raz, czy ten który 999 razy? Odpowiedź nasuwa się sama.

Człowiek jest szczególnym gatunkiem. Nasze mózgi osiągają ogromne rozmiary. Dlatego w dużej mierze rozwijają się poza łonem matki. Przychodzimy na świat bardzo niedojrzali i zdani na opiekę rodziców. Wierzę, że namiętność jest biologicznym przystosowaniem do tej sytuacji. Jest bardzo silną więzią między rodzicami. Nie musi trwać przez całe ich życie, ale istnieje zwykle tak długo, aż dziecko stanie się samodzielne.

A co, jeśli w tym czasie pojawi się w pobliżu interesujący osobnik płci przeciwnej?

Namiętność ma jeszcze jeden walor. Jest nim wyłączność. Innymi słowy, jeśli istnieje namiętność, to spada atrakcyjność innych potencjalnych partnerów. Mamy na to bardzo interesujące i obiektywne dowody. Jedno z badań, które ich dostarczyło, polega na odczytywaniu wyświetlanego na ekranie komputera znaku kółka lub kwadratu. Kiedy między kolejnymi wyświetleniami pokazują się zdjęcia atrakcyjnych osób płci przeciwnej, to reakcja badanych się z reguły wydłuża. Wizerunek pięknej kobiety lub mężczyzny na tyle wyprowadza je z równowagi, że potrzebują więcej czasu, by stwierdzić, czy widzieli kółko czy kwadrat. Sytuacja wygląda inaczej, kiedy badamy zakochanych. Ludzie w tym stanie dysponują automatycznym mechanizmem ignorowania atrakcyjności innych osób. W rezultacie bez opóźnienia odczytują wyświetlane na ekranie symbole.

Badania, o których wspomniałam na początku naszej rozmowy, również zostały przeprowadzone z pomocą techniki neuroobrazowania. Jej pojawienie się otworzyło chyba nowy etap w badaniach miłości?

Możliwość sprawdzenia, co dzieje się w mózgu żyjącego człowieka, zawsze była marzeniem uczonych. Neuoobrazowanie jest bardzo obiecującą metodą badawczą, ale ciągle znajduje się w powijakach. Pierwszym tego powodem jest fakt, że poszczególne metody badania dają różne wyniki. Po drugie, to bardzo inwazyjna procedura. Wymaga włożenia człowieka do maszyny, na przykład do tomografu. Są to warunki na tyle nienaturalne, że siłą rzeczy muszą zniekształcać aktywność mózgu. Po trzecie, na obecnym etapie neuroobrazowanie jest jednak dość nieprecyzyjne. W mózgu znajdują się miliardy komórek nerwowych. Zidentyfikowanie struktury, która podczas wykonywania danego zadania jest aktywna, przypomina oglądanie Ziemi z Księżyca. Używając tego porównania, możemy jedynie stwierdzić, że światło zapala się w Australii, a nie w Ameryce Południowej. Ustalenie, w którym mieście, jest już niemożliwe.

Mimo to udało się naukowcom ustalić, w którym miejscu mózgu znajduje się centrum miłości.

Przyjmuje się, że jest nim ośrodek nagrody ulokowany w jądrze ogoniastym i innych strukturach kory mózgowej, ewolucyjnie najmłodszej części ludzkiego mózgu. Trzeba podkreślić, że dla badacza jądro ogoniaste jest ogromnym obszarem. Wiemy tylko z grubsza, które regiony szarych komórek aktywizują się w momencie zakochania. Pokrywają się one z regionem, w którym zwiększa się intensywność pracy, kiedy dowiadujemy się, że osoba łamiąca reguły została za swoje postępowanie ukarana.

Na jakie pytanie dotyczące miłości badacze nie znają jeszcze odpowiedzi?

Brzmi ono: dlaczego pokochałem, pokochałam tę właśnie osobę. Naukowcy wiedzą co prawda, jakie czynniki sprzyjają miłości. To na przykład atrakcyjność fizyczna. Mężczyzna ma większe szanse na to, że zostanie pokochany, jeśli będzie miał wysoki status społeczny lub duże szanse jego nabycia. Kobieta z kolei, jeśli jest młoda, a więc potencjalnie płodna. Dowodzą tego ogromne badania przeprowadzone z udziałem 10 – 16 tys. osób z różnych kultur. Nie wiemy jednak, w jaki sposób spośród tych pięknych i ambitnych dokonujemy wyboru właściwego kochanka. Kiedy pytamy o to samych badanych, najczęściej słyszymy: bo on, ona się mną zainteresowała.

Istnieje teoria, że powstaniu uczucia sprzyja podobieństwo.

Ale nie zapominajmy, że chodzi o podobieństwo socjodemograficzne, dotyczące wieku, klasy społecznej, religii, kultury czy języka. Na tym poziomie to się rzeczywiście sprawdza. Kiedy jednak zaczniemy analizować cechy osobowości, podobna korelacja okazuje się niezwykle słaba.Bardzo możliwe, że o wyborze obiektu miłości decyduje zwykły przypadek. Przekonuje o tym duży projekt prowadzony w amerykańskim Minneapolis. Wzięły w nim udział pary bliźniąt: jedno- i dwujajowe. W związku z tym, że pierwsze z nich są pod względem genetycznym właściwie identyczne, należałoby oczekiwać, że będą bardziej do siebie podobne także pod względem życiowych wyborów. I rzeczywiście badanie tego dowiodło. Bliźnięta te w wieku dorosłym wykonywały podobne zawody, w podobny sposób mieszkały i w podobny sposób spędzały wakacje. Z jednym zasadniczym wyjątkiem: nie zauważono podobieństwa między ich partnerami. To sugeruje, że na podstawie cech osobowości nie da się przewidzieć, z kim człowiek się zwiąże i czy ten związek się uda.

W jednym z wywiadów powiedział pan, że nie wiadomo, co decyduje o miłości od pierwszego wejrzenia. Wytłumaczenie tego zjawiska znalazłam w książce „Anatomia miłości” amerykańskiej antropolog Helen Fisher. Pisze ona, że ten rodzaj uczucia ma znaczenie adaptacyjne. Jest wrodzoną skłonnością wielu zwierząt, która przyspiesza proces kojarzenia par.

Zgadzam się z tym. Ale i tak teoria ta nie odpowiada na pytanie, dlaczego zapałaliśmy miłością akurat do barczystego bruneta, a nie na przykład do smukłego blondyna.

Może znaczenie odgrywają okoliczności. Kiedyś przeprowadzono eksperyment, który udowadniał, że mężczyzna jest bardziej skłonny do zakochania się w kobiecie, jeśli spotyka ją w okolicznościach mrożących krew w żyłach.

Mówi pani o teorii przesunięcia pobudzenia. To prawda, że znalazła ona potwierdzenie w wielu badaniach. Tyle tylko, że wszystkie bez wyjątku zostały przeprowadzone na mężczyznach.

Moim zdaniem teoria ta dużo lepiej opisuje psychikę męską niż kobiecą. Płeć piękna i brzydka nie różnią się od siebie tak bardzo, jak można przeczytać w niektórych książkach. Ale pod dwoma względami różnica ta jest ewidentna. Mam na myśli seks i agresję. Używając terminologii ekonomicznej, kobiety prowadzą bardziej intensywną gospodarkę seksualną, podczas gdy mężczyźni ekstensywną. Innymi słowy, panie najchętniej skupiłyby się na dopieszczaniu jednego partnera, a panowie wielu partnerek. Tak wyglądają pragnienia. Zachowania są inne, ponieważ muszą uwzględniać potrzeby drugiej strony.

Ma to swoje biologiczne uzasadnienie w postaci teorii asymetrii nakładów rodzicielskich – przy czym nakładem jest wszystko, co człowiek inwestuje w swoje potomstwo, a co mogłoby posłużyć sukcesowi reprodukcyjnemu gdzie indziej. Z racji tego, że kobiety ponoszą w tej kwestii większe koszty, to są bardziej selektywne w wyborze partnera. Natomiast wśród mężczyzn, których nakłady z natury są niższe, istnieje silniejsza rywalizacja.

Naukowcy wiedzą coraz więcej na temat miłości. Czy skutkiem ich badań może być powstanie eliksiru miłości w tabletce. Zażywasz i się zakochujesz albo odwrotnie.

Stworzenie tabletki kontrolującej stan miłości nie jest tak proste, jak produkcja pigułki zwiększającej pobudzenie seksualne. Choćby dlatego, że regulowanie podniecenia odbywa się na dużo niższych poziomach organizmu. Dowodzi tego fakt, jak kończy się odrzucona namiętność, a w jaki sposób kończy odrzucony seks. Skutkiem pierwszego jest złamane serce, a więc zmiany hormonalne w mózgu, depresja, a nawet próby samobójcze. Z kolei kiedy ktoś odmówi nam seksu, szybko się z tego otrząsamy i najpóźniej następnego dnia możemy znaleźć spełnienie z innym partnerem. Głód namiętności jesteśmy w stanie zaspokoić tylko z udziałem jednej, wybranej osoby.

Co naukowcy mają do powiedzenia o tym, gdzie leży przyczyna wygaśnięcia namiętności?

Niestety, nie wiemy na ten temat zbyt wiele, a właściwie nic. Szkoda, bo niewątpliwie dobrze byłoby znać pierwsze sygnały świadczące o zagrożeniu związku rozpadem.

Czy o kryzysie nie świadczy fakt, że para ludzi przestaje się ze sobą dogadywać?

Problemy z porozumieniem występują także na początku znajomości, gdy minie faza zakochania. Moim zdaniem najbardziej wiarygodnym sygnałem tego, że dzieje się źle, jest liczenie przez człowieka zysków i strat wynikających z pozostawania w związku. Ale zanim podejmiemy decyzję o rozstaniu, powinniśmy zdawać sobie sprawę z jednej rzeczy. Drugie związki wcale nie są bardziej udane od pierwszych. Wydaje się, że jeśli człowiek robi coś kolejny raz, powinien być w tym lepszy. W tym przypadku reguła ta się nie sprawdza. Dlaczego? Tego również nie wiemy.

Bogdan Wojciszke jest profesorem psychologii. Pracuje obecnie w sopockim wydziale zamiejscowym Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. W przeszłości wieloletni dyrektor Instytutu Psychologii Uniw. Gdańskiego i Instytutu Psychologii PAN. Autor głośnej książki „Psychologia miłości”.

Wywiad z dodatku Plus Minus

, luty 2009