W znakomitym serialu pan zagrał. I jakby w kontrze do dawnych ról. Inspektorowi z pokazywanego w Dwójce „Paradoksu" chyba daleko do Franza Maurera?
Nadają na trochę innych falach.
Do Kaszowskiego przyciągnęła pana intryga czy szansa na powrót do roli twardego faceta?
Kierowałem się tym, co zawsze: producent i reżyserzy mieli na koncie ambitne, dobre zrobione rzeczy i był też świetnie napisany scenariusz.
Z jakim paradoksem mierzy się przede wszystkim pana bohater?
Można powiedzieć, że z 13 paradoksami, czyli ze sprawami, które nie są do końca prawnie rozwiązywalne. Paradoksalne bywa też życie Kaszowskiego.
Czy bohater współczesnej kryminalnej produkcji musi być doświadczonym przez życie facetem, na dodatek z nałogami, by wbić się w pamięć widza?
Im bardziej pogmatwana postać, im bardziej niejednoznaczna i więcej kryjąca tajemnic, tym ciekawsza. Nie tylko dla widza. Mroczna strona pozwala utożsamić się z nią ludziom, którzy coś przeżyli, u innych zaspokaja wrodzoną ciekawość drugiego człowieka.
Podobają się panu współczesne kryminalne serie?
Nie lubię oglądać seriali w ogóle. Poza paroma, które robiło HBO, w których odcinki były praktycznie filmami, jak w „Paradoksie".
W czerwcu obchodził pan 60. urodziny. To znacząca cezura?
Od dziecka nie świętuję urodzin. Nie podejmuję też przy podobnych okazjach żadnych zobowiązań. I nie mam wymarzonej roli, którą chciałbym jeszcze zagrać, jeśli chciałaby pani o to zapytać.