Doki, bo tak się nazywają nowego nagrody, mają się różnić od innych nagród, w tym także Fryderyków, przede wszystkim jeżeli chodzi o tryb ich przyznawania.
– Fryderyki to nagroda branży i kto nie należy do tzw. organizacji, nie uczestniczy w tym plebiscycie – ocenia Arkadiusz Hronowski. – A druga rzecz to cała masa plebiscytów, które co roku ogłaszają portale muzyczne. Nic w tym złego, portal nominuje kandydatów i następuje festiwal klikania. Z tym że to rzecz niemiarodajna, bo wygrywają ci, co mają najwięcej znajomych.
Doki mają być przyznawane wyłącznie na podstawie oceny twórczości młodych artystów, a nie ich popularności. Dlatego przyznawać je będą trójmiejscy dziennikarze muzyczni zebrani w kapitule nagrody. W pierwszej fazie artyści będą nominowani w ośmiu kategoriach, a następnie w każdej wyłonieni zostaną zwycięzcy. Tylko w jednej kategorii – wymyślonej dla przekory – zespół, który ma najwięcej znajomych, wyboru dokonają internauci.
Pierwsza edycja obejmie tylko trójmiejskich wykonawców, bo jednym z celów konkursu jest promocja trójmiejskiej sceny alternatywnej.
– Nauczony doświadczeniem, że lepiej jeść małą łyżeczką, uznałem, że zaczniemy od Pomorza – wyjaśnia Hronowski. – Ale dzisiaj już widzimy zainteresowanie z całej Polski, stąd myślę, że w przyszłym roku może to już być impreza ogólnopolska. Może powiększymy jury o ludzi z całej Polski i nominacje będą dotyczyć całej polskiej alternatywy?
Finał imprezy zaplanowano w lutym. W uroczystej gali wezmą udział uznani trójmiejscy muzycy, którzy zagrają swoje wersje ośmiu wybranych utworów finalistów Doków. To forma nagrody dla młodych artystów. – Wiem, jaka jest frajda, kiedy ktoś znany coveruje twoją piosenkę. Dla tych młodych ludzi to będzie nagroda w postaci pozytywnego bodźca. 90 procent powstających zespołów umiera, a przyczyną jest brak motywacji. Bo underground to taka dziedzina, na której nikomu nie zależy. Najtrudniej jest się przebić, a tutaj, gdy ktoś dostanie statuetkę i dowie się, że coveruje go Olaf Deriglasoff, Tymon Tymański, Tomek Lipiński czy Olo Walicki i cała plejada muzyków, to może pozostać dla niego ważnym bodźcem na całe życie – podkreśla Hronowski.
Organizatorzy liczą na mocną promocję trójmiejskiej sceny alternatywnej, nigdyś jednej z najsilniejszych po warszawskiej.
– Trójmiasto cierpi na syndrom niemożności przebicia się. Na tle Polski, głównie Warszawy, wypadamy dość blado, a wynika to z tego, że cały ośrodek managementu siedzi w Warszawie. I takie inicjatywy mogą spowodować, że Trójmiasto zacznie obrastać w promotorów i agencje – twierdzi Hronowski.
Na razie w Trójmieście w błyskawicznym tempie rozwijają się sceny koncertowe. Hronowski, pomysłodawca i główny organizator Doków, prowadzi niszowy festiwal Soundrive, portal muzyczny pod taką samą nazwą, ponadto legendarny sopocki Spatif, a od dwóch lat największy klub koncertowy w Gdańsku – B90.
Teraz pracuje nad największym swoim projektem – Gdańskim Browarem Kulturalnym w Gdańsku-Wrzeszczu. W zabytkowym wnętrzu browaru znajdą się m.in. autorskie restauracje, kino studyjne, bookarnia, minibrowar, termy, scena jam session oraz sala koncertowa, największa, jaka będzie w Gdańsku, nie licząc hal sportowych i stadionów. Hronowski chce tam organizować koncerty z najwyższej półki, nie tylko polskiej.
Tymczasem niedaleko powstającego browaru, także w Gdańsku-Wrzeszczu, działa inny kompleks – Garnizon Kultury – z dopiero co uruchomioną sceną Stary Maneż. Wykonawcy imponujący: na otwarcie Mitch & Mitch z Wodeckm, potem Marianne Faithfull, Fish i wokalistka Clannad. A w międzyczasie ambitny zestaw polskich wykonawców.
W Gdyni rok temu ruszył dwupoziomowy Atlantic z ambitnym repertuarem bluesowo-jazzowym, a w tym roku z obfitym repertuarem polskiej sceny rock'n'rollowej i indierockowej powróciło do koncertowania – także gdyńskie – Ucho.
To tylko część miejsc koncertowych. Dzięki nim w dzisiejszym kalendarium koncertowym Trójmiasta coraz częściej się zdarza, że jednego dnia mamy do wyboru kilka dobrych koncertów uznanych artystów.