Moja miłość do Warmii rozpoczęła się dość dawno i trwa do dziś. Po prostu od kwietnia do października mieszkam w niewielkiej miejscowości niedaleko Olsztyna.
I stamtąd każdego roku z żoną oraz przyjaciółmi urządzamy sobie wycieczki śladami zamków krzyżackich oraz rezydencji biskupów warmińskich.
Namówił nas do tego mój przyjaciel, świetny malarz Wojciech Pietkiewicz, którego poczet biskupów warmińskich zdobi zamek w Lidzbarku Warmińskim.
Przeciętny Polak pytany o zamki krzyżackie wymieni z pewnością Malbork. To bez wątpienia nie tylko najbardziej znany, ale też największy na świecie zamek gotycki. Miłośnicy turniejów rycerskich dorzucą także Golub-Dobrzyń, ale są też i inne wspaniałe miejsca. Bowiem na terenie Polski znajduje się dziś ok. 60 zamków krzyżackich i rezydencji biskupów warmińskich. Po niektórych pozostały niestety tylko szczątki.
Zamki krzyżackie były budowane w odległości mniej więcej 20 km od siebie, co miało umożliwiać dobrą komunikację pomiędzy nimi.
Ostatnio odwiedziliśmy zamek w Świeciu. Jest bardzo malowniczy i ma ciekawą historię. Powstał w I połowie XIV w. z przeznaczeniem na siedzibę komturów i był jedynym zamkiem wodnym znajdującym się na terenie państwa krzyżackiego. Umieszczony jest w widłach Wisły i Wdy. Obie rzeki stanowiły swego rodzaju fosę okalającą zamek i broniącą do niego dostępu. Został zniszczony w czasie wojen szwedzkich, a później pod koniec XVIII w. został niemal w całości rozebrany przez władze pruskie. Częściowa jego odbudowa nastąpiła – co ciekawe – dopiero po II wojnie światowej. I dziś jest dużą atrakcją turystyczną.
Przebywając na Warmii, nie ograniczamy się – rzecz jasna – jedynie do zwiedzania zamków czy rezydencji biskupich. Od dawna chciałem odwiedzić Świętą Lipkę. Udało nam się to zrealizować dopiero w ubiegłym roku. To nie tylko jedno z najbardziej znanych w Polsce sanktuariów maryjnych, ale też jedna z najpiękniejszych budowli barokowych w północnej Polsce. Miejsce, które przyciąga pątników i melomanów, bo słynie z koncertów organowych.
Organy w Świętej Lipce zachwycają nie tylko pięknym dźwiękiem, ale też figurkami, które jak w ruchomej szopce obracają się w takt muzyki. Tu mówię o sztuce wysokiej, ale bywają też imprezy, które niewiele mają z nią wspólnego.
Ostatnio np. w Lidzbarku Warmińskim wystąpił Plácido Domingo Jr. Z klasą swego słynnego ojca miał on niewiele wspólnego. Organizatorzy tego wydarzenia na szczęście zostali sromotnie ukarani, bo podczas występu było oberwanie chmury, a koncert odbywał się na świeżym powietrzu w malowniczych termach warmińskich.
W najbliższym czasie wybieram się z kolei na Śląsk, z którym moje związki są luźniejsze. Na przełomie roku w jednym z teatrów zostałem zaproszony do wyreżyserowania kolejnej premiery teatralnej.
—not. Jan Bończa-Szabłowski