Na stronie: Miejski słownik slangu i mowy potocznej, przeczytałem dialog, w którym kolega koledze powiedział: – Mój ziomek mieszka w szklanym domu.

Pomyślałem, że młodzież słuchająca na co dzień rapu fascynuje się socjalistycznymi ideałami, które chcieli krzewić idealiści w Rzeczypospolitej odrodzonej po 1918 r. Tacy jak Stefan Żeromski. On sam co prawda miał pokój w Zamku Królewskim, ale zdążył jeszcze napisać w „Przedwiośniu” o dzielnicy marzeń, w której zamiast ciemności charakterystycznej dla warszawskich czynszówek doby zaboru rosyjskiego byłoby jasno i widno.

Ze szklanymi domami wiązała się przede wszystkim nadzieja na życie, jakbyśmy dziś powiedzieli, transparentne, we wspólnocie sąsiedzkiej, bez odgradzania się murami i systemami alarmowymi.

Niestety, marzenia Żeromskiego się nie spełniły, choć szklane domy można oglądać na warszawskim Żoliborzu.

Otóż, proszę państwa, dziś szklane domy to określenie domów co prawda widnych, jednak przeznaczonych dla bogatych. Chodzi o nowoczesny design, nie zaś odrodzenie poczucia wspólnoty społecznej.

Dalszy ciąg dialogu brzmi tak, że Żeromski na pewno by się pod nim nie podpisał. Nie wiedziałby też, o co chodzi, choć marka samochodu w nim zakamuflowana nie była mu obca.

– To ziomek pewnie jest dziany, co?

– Tak, starsi ostatnio mu nową betę kupili.


Betę, inaczej bejcę, czyli bmw.