Zamiast pełnej optymizmu odpowiedzi na tytułowe pytanie – słyszymy taki dialog wicepremiera z panią Basią, szefową sekretariatu:
„Co pan taki blady? Na kota pan nadepnął?”
„Chciałbym. Przynajmniej wiedziałbym na czym stoję”.
Nie da się ukryć, że wskazówka prezesa dla wicepremiera przypomina kwadraturę koła:
„Naszym priorytetem jest rozpasanie budżetowe, które musi pan wtłoczyć w program zaciskania pasa. Jasne?”.
Audiencja zaczęła się od gafy. Wicepremier powiedział wiceprezesowi, że chodzi o to, by „nie wpaść w pułapkę niskiego wzrostu”.
Recenzentem technologicznej i gospodarczej wiedzy prezesa okazuje się syn pan Basi, kibic Legii Warszawa, który odpowiada za „globalizację Polski”, czyli zrobienie takiego globusa w gabinecie, żeby była na nim tylko Polska.
Kibic ledwie po krótkiej ledwie rozmowie z prezesem uważa, że jego wiedza gospodarcza zatrzymała się w latach 70. „Nie trzeba być biologiem, żeby robić dzieci” – odpowiada pani Basia, wkraczając na grząski grunt…
Tymczasem Mariusz zachwala syna pani Basi.
„Dzisiejsi kibice to tacy nasi żołnierze wyklęci” – mówi. A syn pan Basi potwierdza: my też w lesie ustawki robimy.
Nie wicepremier jest jednak najsmutniejszym gościem siedziby prezesa.
„Umówiony pan był? – mówi pani Basia do prezydenta RP.
„Tak umówiony, że podpisuję wszystko, co mi przyślą!”.
Czy to wystarczy, żeby wejść do gabinetu prezesa – proszę się przekonać na własne oczy.