Jadwiga Maniora przez trzy lata sprzątała w firmach Jerzego G., z pensją ok. 650 zł. Jak mówi, nigdy nie dostała więcej niż 200 zł. – Zawsze do ręki, bez paska czy listy płac – wspomina. – Wszystkim tak wypłacał i ciągle narzekał, że import z Chin go dobija.
W swoich firmach zajmujących się szyciem bielizny G. zalegał nie tylko z pensjami. Nie odprowadzał też podatków od wynagrodzeń i składek na ZUS.
[wyimek]64 tysiące pracowników nie otrzymało pensji od stycznia do września 2009 roku[/wyimek]
Miejscowi przedsiębiorcy nie mają dobrego zdania o Jerzym G. Były wiceprezes Społem u schyłku PRL jako jeden z pierwszych w Zgorzelcu przeszedł na swoje. Według nich to typ biznesmena jak z początku lat 90., który polega na układach, a lekceważy formalności.
Sąd kilkakrotnie nakazywał G. zapłatę zaległych wynagrodzeń i to pod rygorem więzienia, ale warunkowo zawieszał karę. Według wiceprezesa Sądu Rejonowego w Zgorzelcu sędzi Agnieszki Wiercińskiej-Bałagi biznesmen zalegał z pensjami łącznie kilkudziesięciu pracownikom. Każdemu od kilku do kilkunastu tysięcy złotych.