Mieszkańcy Krakowa wypowiedzieli się w niedzielę zdecydowanie przeciw organizacji zimowych igrzysk olimpijskich w ich mieście, przez co władze zostały zmuszone do wycofania złożonej wcześniej aplikacji. Według ministra sportu Andrzeja Biernata sytuacja ta nie stawia Polski w dobrym świetle, a główną winę za to ponosi prezydent Krakowa.

- Najpierw złożyliśmy wniosek aplikacyjny i gwarancje co do tego wniosku. W tym momencie prezydent Majchrowski zarządza referendum, czy krakowianie chcą igrzysk, czy nie. Kolejność powinna być dokładnie odwrotna - mówił Biernat dziś rano w radiowej Jedynce. Zaprzeczał też oskarżeniom o to, że rząd niewystarczająco wspierał kandydaturę miasta.

- Były wystosowane gwarancje z podpisem premiera, na takich zasadach, jakich oczekiwał MKOl. Przygotowało je ministerstwo sportu. To my byliśmy dysponentem środków finansowych, który miał wspomóc proces aplikacyjny Krakowa - powiedział minister. I zapowiedział dokładne rozliczenie przekazanych miastu środków.

- To jest około sześciu milionów złotych. Niestety. To, co działo się wewnątrz komitetu, jest zupełnie poza ministerstwem sportu. Na końcu jednak my będziemy rozliczali całą procedurę aplikacyjną i na podstawie zawartej z miastem Kraków umowy będziemy sprawdzali punkt po punkcie, czy ta umowa została zrealizowana, tak jak została spisana - zapewniał polityk.

Jak dodał Biernat, sytuacja jest niezręczna równiez z powodu zaangażowania w projekt igrzysk Słowacji, gdzie miała w teorii odbywać się część dyscyplin olimpijskich.

- Musimy się spotkać ze Słowakami i wytłumaczyć im, jaki były powody tej rezygnacji. Dzisiaj już tego nie naprawimy, ale musimy wyjść z tego z twarzą i nie kompromitować się na całego - powiedział szef ministerstwa sportu - Wyszliśmy troszeczkę na takich niepoważnych partnerów - skwitował.

Tak przekonywano do igrzysk w Krakowie