Oboje byli w ciężkim stanie. Ze wstępnych ustaleń prokuratury wynika, że 30-letnia kobieta zamordowała syna, a potem próbowała zabić siebie.
Zgłoszenie o ogniu wydobywającym się z piętra domu w Śliwnicy strażacy dostali w sobotę wieczorem.
W domu niespodziewanie zgasło światło. Członkowie rodziny próbowali dostać się do pokoju, w którym przebywała kobieta i dziecko, ale drzwi były zamknięte, a spod nich wydobywał się dym.
Na miejsce pojechało sześć zastępów strażaków z Przemyśla, Birczy i Krasiczyna, w sumie 25 ratowników. Jeszcze wcześniej na pomoc ruszył mieszkający w pobliżu strażak z Przemyśla.
Po wyważeniu drzwi znalazł ciężko rannego chłopca i jego matkę. Strażak wyniósł nieprzytomne dziecko i reanimował je do czasu przyjazdu karetki. Jego matkę wynieśli strażacy, którzy dojechali na miejsce.
Okazało się, że pożar mógł być próbą ukrycia rodzinnej tragedii. Zarówno kobieta jak i jej syn mieli rany cięte i kłute klatki piersiowej. Kobieta także szyi i ręki. Podczas akcji ratunkowo-gaśniczej z jej ciała wyciągnięto nóż.
Chłopiec zmarł w szpitalu. - Wszystko wskazuje na to, że dziecko zostało zabite przez matkę - mówi Marta Pętkowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Przemyślu.
Kobieta jest w szpitalu pilnowana przez policję. Zostanie przesłuchana, gdy poprawi się jej stan zdrowia.
- Czekamy na informację od lekarzy, kiedy będzie można wykonać czynności z kobietą. Nie wiemy co było powodem jej zachowania, czy leczyła się psychiatrycznie, czy był to efekt jakiegoś konfliktu – mówi prok. Pętkowska.
Kobieta jest Brazylijką, która od kilku lat mieszka w Polsce. W czasie tragedii jej mąż był na ćwiczeniach Wojsk Obrony Terytorialnej.
Dziś na miejscu pracowała jeszcze ekipa dochodzeniowo-śledcza. Zabezpieczono odzież dziecka i matki. Przesłuchiwano świadków.
Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Przemyślu. W poniedziałek ma się odbyć sekcja zwłok zabitego chłopca.