Reklama
Rozwiń
Reklama

Awantura o wiatę posła

Tajemniczą inwestycją Mirona Sycza interesuje się prokuratura. A wszystko za sprawą klubowej koleżanki posła, której poskarżyło się kilkoro ludzi

Publikacja: 23.02.2008 02:20

Awantura o wiatę posła

Foto: Rzeczpospolita

Tygodnik „Wprost”, który pierwszy napisał o sprawie, nazwał ją „Pierwszą aferą w koalicji PO – PSL”. Chodzi o wybudowaną w 2007 roku na działce posła Mirona Sycza w rodzinnym Górowie Iławeckim wiatę na 60 osób. Inwestycja kosztowała 50 tys. zł. 40 tys. zł dał Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Olsztynie.

O pieniądze wystąpiło oficjalnie stowarzyszenie Środkowoeuropejskie Centrum Szkolenia Młodzieży. Sycz i jego żona należą do założycieli stowarzyszenia. Mało tego, poseł zasiada też w radzie WFOŚiGW w Olsztynie, które dało dotację. – Nie było żadnego naruszenia prawa – zapewniał w piątek na konferencji prasowej Adam Krzyśków, poseł PSL i szef WFOŚiGW w Olsztynie.

Dotarliśmy do pisma posłanki Lidii Staroń, klubowej koleżanki Sycza, do Najwyższej Izby Kontroli w sprawie Centrum Szkolenia Młodzieży. Wynika z niego, że dotację stowarzyszenie dostało w czerwcu 2007 roku, a wiata miała stanąć na fragmencie działki należącej do posła Sycza – kilkadziesiąt metrów od jego domu. Mało tego, cały grunt obciążony jest hipoteką – w czerwcu 2007 roku było to ok. 78 tys. franków szwajcarskich. – Wziąłem te pieniądze na budowę domu – mówi Sycz.

Jak wynika z dokumentów, do których dotarliśmy, o zgodę na budowę wiaty do starostwa powiatowego w Bartoszycach wystąpił osobiście Sycz, a nie stowarzyszenie. Mimo że działka była rolna, w październiku 2007 roku starostwo wydało zgodę na budowę. A zgodnie z prawem grunt, na którym miała stanąć wiata, w pierwszej kolejności powinien być odrolniony. A to stało się dopiero 21 grudnia 2007 roku. Jakim zatem cudem wydano zgodę na budowę wiaty już w październiku? – Zażądałem informacji w tej sprawie. Będą przygotowane na poniedziałek – mówi Zbigniew Nadolny (PiS), starosta bartoszycki.

Ostatecznie Sycz użyczył stowarzyszeniu grunt, na którym stoi wiata. Ale zgodnie z umową może zażądać zwrotu tej ziemi w ciągu trzech miesięcy. – Okres wypowiedzenia nie jest czymś niezwykłym. Z tego, co wiem, w takich umowach wpisuje się właśnie trzy miesiące – mówi Sycz.

Reklama
Reklama

„Wprost” zasugerowało, że dzięki temu zapisowi wiata może się w każdej chwili stać własnością Sycza. – Stowarzyszenie miało w pobliżu grunt, na którym mogło wybudować wiatę. Dlaczego nie zrobiło tego na swojej działce, tylko na ziemi Sycza? Prawdopodobnie po to, by wiata stała się własnością posła – mówi Lidia Staroń. – Po co mi ta wiata? – pyta z kolei Sycz.

– „Wprost” pisało, że zawsze chciał pan mieć taką tańcbudę.

Sycz: – Tak, by tańczyć tam ze swoją żoną. Niedorzeczność.

Ale sprawą wiaty zainteresowali się już śledczy. – Prokuratura Rejonowa Olsztyn-Południe wszczęła w tej sprawie postępowanie sprawdzające – mówi Cezary Kamiński, prokurator okręgowy w Olszynie.

Informacji od starostwa i WFOŚiGW zażądała też Julia Pitera, minister w Kancelarii Premiera ds. walki z korupcją. A w czwartek władze Klubu PO zawiesiły Sycza.

– Ktoś chce mnie zniszczyć – twierdzi poseł. – Do klubu sam napisałem pismo, by mnie zawiesili do czasu wyjaśnienia sprawy.

Reklama
Reklama

Masz pytanie, wyślij e-mail do autora m.kowalewski@rp.pl

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
ekologia
Co dalej ze Strefą Czystego Transportu w Warszawie? Radni nie są przekonani
Kraj
Dokąd jeździł Rafał Trzaskowski? Zestawienie podróży służbowych prezydenta Warszawy
Warszawa
Pierwsze podsumowanie warszawskiego programu „Bezpieczna Noc”
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama