– Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia, do którego trafił akt oskarżenia przeciw Lipcowi, rzeczywiście zwrócił się o przeniesienie sprawy do sądu okręgowego – potwierdza Katarzyna Żuchowicz z biura prasowego warszawskiego sądu.

Sprawę Lipca – jak wynika z informacji „Rz” – przydzielono asesorowi. To on w poniedziałek zdecydował o zwróceniu się do sądu apelacyjnego, by ten przekazał sprawę do sądu wyższego szczebla.

Jak dowiedziała się „Rz”, asesor powołał się przy tym na przepis kodeksu postępowania karnego, który mówi, że sąd apelacyjny może ze względu na wagę lub zawiłość sprawy przekazać ją do rozpoznania sądowi okręgowemu. Kto ostatecznie osądzi Tomasza Lipca, zdecyduje więc Sąd Apelacyjny w Warszawie.

– Na razie wniosek o przeniesienie sprawy do nas nie wpłynął – mówi „Rz” Barbara Trębska, rzeczniczka tego sądu.

Tomasz Lipiec, minister sportu w rządzie PiS, jest w areszcie od października 2007 r. Warszawska prokuratura postawiła mu pięć zarzutów, przede wszystkim dotyczących korupcji.

Jak wczoraj napisał dziennik „Polska”, z aktu oskarżenia wynika, że były minister w krótkim czasie stworzył w resorcie i podległych mu instytucjach szajkę przestępczą. Grupa urzędników miała się zajmować wyłudzaniem haraczy od inwestorów i od każdego z nich odprowadzać „sowitą działkę” Lipcowi.

Były minister zaczął „zgarniać łupy” – według dziennika – już w 2003 r. jako szef stołecznego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Miał wtedy przyjąć 170 tys. zł od dyrektora spółki, która rozbudowywała tor łyżwiarski w Warszawie. Potem miał zatrudniać w ośrodku i w resorcie sportu swoich znajomych, którzy zatrudniali kolejnych znajomych ministra i załatwiali łapówki.

Tomasz Lipiec nie przyznaje się do korupcji. Potwierdza jedynie, że nielegalnie zatrudniał gosposię.

– Sprawa jest nietuzinkowa, dotyczy byłego ministra. Dobrze by było, gdyby prowadził ją sąd okręgowy – komentuje dla „Rz” Magdalena Bentkowska, która jest jednym z obrońców Lipca.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki g.zawadka@rp.pl