W odpowiedzi na gigantyczne korki przy punktach poboru opłat za autostrady, rząd podjął wczoraj decyzję o zniesieniu opłat za przejazd autostradą A1 w pozostałe weekendy wakacji. Wicepremier Elżbieta Bieńskowska zapowiedziała natomiast, że nowy, bezkolejkowy system poboru opłat zostanie wprowadzony już za rok, przed wakacjami.

Obie te deklaracje krytycznie ocenia specjalizujący się w logistyce i transporcie europoseł Bogusław Liberadzki z SLD.

Jego zdaniem, chwilowe zniesienie opłat to zagrywka wyborcza. Co ważniejsze, zagrywka nie do końca uczciwa i legalna.

- Zasadnicze jest pytanie o podstawę prawną takiej inicjatywy.  Zabieramy przychody koncesjonariuszowi, który zainwestował w budowę autostrady swoje pieniądze - zauważył polityk. Zwrócił także uwagę, że podniesienie szlabanów dotyczy tylko jednej autostrady, co jest pewnego rodzaju dyskryminacją.

- To jest promocja niejako wybrzeża wschodniego. A do Krakowa? Tam też zdarzały się korki. Do Szczecina na A2 też zdarzały się korki - powiedział Liberadzki. Dodał, że ma wątpliwości, czy zwolnienie z opłat spowoduje zniknięcie korków. Zatory tworzą się bowiem także w punktach, gdzie nie są one pobierane.

Poseł jest też sceptyczny co do planów szybkiej zmiany systemu poboru opłat za autostrady. Jak powiedział, w grę wchodzą różne interesy, które sprawiają, że taka zmiana może potrwać długo.

- Żadnego nowego systemu do wakacji przyszłorocznych nie będzie. Koncesjonariusze muszą wyrazić na to zgodę, zgodzić się muszą banki, trzeba przebudować biznesplan. Nowy system trzeba też zainstalować - wyliczał Liberadzki.

Jego zdaniem brak jest w rządzie długofalowego, strategicznego myślenia.

- Przed nami wielkie myślenie co dalej - powiedział. - W rządzie dostajemy myślenie incydentalne na zasadzie straży pożarnej. Pali się, to coś by trzeba było zrobić.