Podatnicy – czyli my wszyscy – zapłacą dziesiątki miliardów złotych za zakup patriotów. Od ich skuteczności w dużym stopniu będzie zależało, czy zdołamy powstrzymać Rosjan, jeżeli zechcą odzyskać kontrolę nad Polską.

Niestety, termin ogłoszenia decyzji został podporządkowany nie długoterminowym interesom kraju, ale promocji Bronisława Komorowskiego w wyborach za trzy tygodnie. Pośpiech był tak wielki, że żadnego z oferentów nie zapytano nawet o cenę: MON mówi o „kilkunastu miliardach złotych", BBC, najpoważniejsze medium publiczne świata, na podstawie realnych kosztów uzbrojenia, o 7 mld dol., czyli o 25 mld zł. O ile nie będzie to znacznie więcej, bo Amerykanie, mając teraz monopol w negocjacjach, będą ciągnęli rachunek w górę. Nie ma też dowodów, że patrioty (w przeciwieństwie do oferty izraelskiej) potrafią zestrzelić stojące tuż za naszą granicą rosyjskie rakiety manewrujące Iskander. Nie wiemy też, czy w zamian za ten kontrakt Amerykanie rozmieszczą na stałe choćby skromne jednostki w naszym kraju.

12 lat temu ówczesne kierownictwo MON po ogłoszeniu zakupu F-16 przez godzinę odpowiadało na pytania dziennikarzy. Tym razem publicznych wyjaśnień nie było wcale. Jakby przypadkiem informację o kontrakcie dzień wcześniej opublikowała gazeta, która w kampanii wyborczej bezwarunkowo popiera obecnego prezydenta. Ten zaś następnego dnia ograniczył się do krótkiego oświadczenia, bez możliwości zadawania pytań.

Rozpoczynając budowę demokracji, Polska postanowiła rozliczyć się z przeszłością na wzór Hiszpanii. Jednak w 2007 r., 30 lat po śmierci Franco, kraj, który miał być dla nas modelem, pogrążył się w głębokim kryzysie. Pochodną systemu, w którym nie było realnej opozycji, bo dwie główne partie podzieliły się całkowitą kontrolą nad państwem, okazały się afery korupcyjne na niebywałą skalę, gigantyczny dług, miliony młodych bez pracy i ryzyko przejęcia władzy przez populistów.

W Polsce także widać symptomy tej choroby. Jednym z nich jest właśnie przetarg na patrioty – tym bardziej niepokojący, że u nas kontrola nad rządzącymi jest jeszcze mniej skuteczna. Opozycja od lat nie potrafi zbudować wiarygodnej alternatywy, a media są za słabe, aby ujawniać nadużycia. Czasu na uniknięcie katastrofy pozostało niewiele: jeśli trzymać się hiszpańskiego przykładu, to jakieś pięć lat.