Maciej Błaszak

Nadmiar bezużytecznej lub źle zaprojektowanej informacji zapycha pamięć roboczą i wywołuje zespół nabytego deficytu uwagi (ang. ADT), który sprawia, że poważny biznesmen zachowuje się jak rozkapryszony przedszkolak: nie potrafi ukryć rozczarowania, nie dotrzymuje terminów końcowych i przestaje się uczyć na popełnionych błędach. Owa higiena polega na szukaniu tylko takich komunikatów i przedmiotów, które zostały zaprojektowane z myślą o poznawczych możliwościach użytkownika. Jak zatem przestrzeń miejska powinna zostać zaprojektowana, by – jako swoiste ulepszenie mózgu – wzmacniać indywidualne zdolności poznawcze lub zmieniać ośrodki, w których mentalne obliczenia są realizowane (co pozwoliłoby ją nazwać protezą mózgu)?

Po pierwsze, dobry projekt pobudza wszystkie zmysły człowieka, a nie tylko wzrok. Po drugie, podpowiada ludziom, co z nim zrobić (czy drzwi popchnąć, czy je pociągnąć?). Po trzecie, utrwala tożsamość użytkownika, pozwalając mu dostrzec wartość, wokół której buduje własną podmiotowość. Tak jak walkman firmy Sony, który wydobył jedną z sześciu wartości ludzkiego sumienia zlokalizowanego w korze przedczołowej mózgu: wartość wolności.

Każda z reguł angażuje ludzki umysł na innym poziomie organizacji:

- multisensoryczność – wrażenia odnoszące się do fizycznego źródła, czyli przestrzeni. Przykładem jest poprawa samopoczucia na widok pasa miejskiej zieleni;

- użyteczność – przeżycia odnoszące się do funkcjonalnego źródła, czyli miejsca. Dobrze zaprojektowana przestrzeń miejska podpowiada, co z nią zrobić (na przykład, jak znaleźć wyjście z budynku). Dzięki temu człowiek nie musi angażować swojej świadomości, która jest kosztowna w użyciu;

- tożsamość – świadomość przeżyć odnosząca się do aksjologicznego źródła, czyli umysłu. Wodę butelkowaną kupujemy nie dlatego, że jest zdecydowanie lepsza od wody z kranu, lecz dlatego, że ucieleśnia wartość podziału na to, co skażone, i na to, co dziewicze.

Dostosowując przestrzeń do nas samych – organizacji naszego mózgu i procesów umysłowych – możemy w pełni wykorzystać potencjał najbliższego otoczenia. Dzięki temu przestrzeń przestanie być jedynie wyzwaniem w codziennym przemieszczaniu się. Stanie się zaś cichym sprzymierzeńcem w procesie naszego rozwoju.

Autor jest kognitywistą, wykładowcą w Instytucie Filozofii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, współautorem bloga Designforall.pl