Z tego artykułu dowiesz się:

  • Na czym polega strategiczny paradoks, w którym sukcesy powietrzne Kijowa kontrastują z trudną sytuacją na froncie lądowym.
  • Jaki scenariusz odzyskania Krymu rozważa Ukraina, skoro bezpośredni atak militarny jest niemożliwy.
  • Dlaczego najbliższe miesiące mogą być decydujące dla dalszych losów wojny.
  • Jak problemy z zaopatrzeniem i braki kadrowe wpływają na zdolności operacyjne obu walczących stron.

Na okupowanym półwyspie wprowadzono zakaz sprzedaży benzyny, zakazano organizowania kolonii dla dzieci, pojawiają się problemy z żywnością. Część rosyjskich komentatorów wojskowych się boi, że to wstęp do ukraińskiego ataku na Krym. Jednak na lądzie to rosyjskie wojska cały czas posuwają się naprzód.

– Tracimy Konstantyniwkę – mówi ukraiński analityk z grupy DeepState Roman Pohorełyj. Jedna z czterech miejscowości obwodu donieckiego, które jeszcze kontroluje ukraińska armia, zamieniła się w jedno wielkie pole bitwy.

Walczący tam ukraińscy żołnierze mówią, że cała Konstantyniwka to „szara strefa”, czyli teren, którego nikt w pełni nie kontroluje. – Przedostają się do rejonów na naszych tyłach, w walkach ulicznych jest niezwykle trudno wybić ich stamtąd – mówi BBC jeden z operatorów ukraińskich dronów w tym rejonie.

Ofensywa powietrzna powoli odcina Krym od Rosji

Ukraińskie dowództwo nie przyznaje się do utraty kontroli nad miastem, informuje jedynie, że przeniknęła tam ponad setka rosyjskich żołnierzy. Nikt jednak nie wie, ilu naprawdę ich tam jest, bo nie ma sposobu, by ich policzyć.

Upadek Konstantyniwki otworzyłby Rosjanom drogę do aglomeracji Słowiańsk-Kramatorsk (ostatniej utrzymywanej w obwodzie donieckim przez Ukrainę) i przecięcia pasa umocnień oddzielającego Donbas od reszty Ukrainy. W aglomeracji trwa ewakuacja ludności cywilnej.

Ale w Kijowie nie zważają na to i panują tam dość triumfalistyczne nastroje. Wszystko z powodu trwającej od trzech miesięcy powietrznej ofensywy, która prawie nałożyła blokadę na okupowany Krym i znacznie zmniejszyła transport wojskowy na zapleczu oddziałów okupujących południową Ukrainę. – Trasa R-280 (zwana przez Rosjan „Noworosja” – z Rostowa przez Mariupol do Symferopola na Krymie – red.) formalnie jest jeszcze nasza, ale ciężarówki jakoś nie chcą po niej jeździć – denerwuje się jeden z rosyjskich komentatorów wojskowych.

Czytaj więcej

Ukraina ma plan odcięcia Krymu od Rosji. Mają to zrobić drony

Powstające braki zaopatrzenia nie wpływają jednak na działania rosyjskiej armii, np. w Konstantyniwce. Mimo to i w Kijowie, i wśród rosyjskich wojskowych sądzą, że następny krok w wojnie będzie należał do ukraińskiej armii i może ona zrobić go w stronę Krymu. Prezydent Wołodymyr Zełenski już mówił o „przechwyceniu inicjatywy”. Ostrożniejszym był dowódca ukraińskiej armii, gen. Ołeksandr Syrsky, który powiedział jedynie o „konieczności przejęcia inicjatywy strategicznej”.

Rosjanie boją się ukraińskiego ataku na półwysep. Ale Ukraińcy nie mają jak go dokonać

Zaskakująco, jako główny cel pojawił się właśnie półwysep, pogrążający się powoli w chaosie z powodu gwałtownego zmniejszenia dostaw, przede wszystkim paliw. „Jak ja mam się dostać do pracy?” – pytał w internecie jeden z mieszkańców Symferopola. „Tradycyjnie, piechotką albo na rowerku. Nie ma innego wyjścia” – odpowiadali mu sąsiedzi. Ponieważ Ukraińcy zniszczyli promy kursujące między Rosją a Krymem, ostatnią drogą zaopatrzenia pozostaje most Krymski. Ale on prawdopodobnie jest uszkodzony po serii ukraińskich ataków i od jesieni 2022 r. nie wolno wozić po nim paliw. Przy tym po obu stronach frontu są przekonani, że wkrótce nastąpi kolejne uderzenie na niego.

Czytaj więcej

Ukraiński dyplomata ostrzega Rosjan i RB ONZ. „Kończy nam się cierpliwość”

– Widziałem już informacje, że niektórzy oficerowie wyższej rangi (rosyjskiej floty), którzy służyli na Krymie, przewieźli swoje rodziny do Noworosyjska (na rosyjskim wybrzeżu Morza Czarnego – red.). Sami rozumieją, jak zła jest sytuacja na półwyspie – mówił ukraińskim dziennikarzom były dowódca amerykańskich sił w Europie, gen. Ben Hodges. Wcześniej wielokrotnie wskazywał, że odbicie Krymu przez Ukrainę byłoby decydujące dla przebiegu wojny.

Tyle że Ukraina nie ma jak odbić półwyspu. Nie posiada floty wojennej, okrętów które mogłyby przewieźć wojsko na półwysep i osłonić desant. Z samym wojskiem też jest ogromny problem. Idąc w ślady Rosji Kijów zaczął znaczny werbunek cudzoziemców do swojej armii, w której brakuje żołnierzy. Minister obrony Mychajło Fedorow sądzi, że powinno ich być do 40 proc. w jednostkach, co oznacza, że mniej więcej tylu żołnierzy obecnie brakuje. W rezultacie ukraińska armia nie jest w stanie utrzymać Konstantyniwki, nie mówiąc już o odbijaniu Krymu.

„Okno możliwości” na pół roku. Czy Kijów je wykorzysta

– Będzie to raczej wyglądało jak powolne wypychanie Rosjan z półwyspu z powodu odcięcia zaopatrzenia – sądzi jednak jeden z ukraińskich ekspertów.

– Jestem przekonany, że będzie rozkaz (Putina) „stać do końca”. Ale z czym stać? Jeśli zapasy będą już nie minimalne, ale po prostu ich nie będzie. To oznacza, że rosyjskie siły zaczną cofać się samowolnie. Najpierw zwieją oficerowie FSB, a potem i wojska z okopów – wyjaśnia kolejny, Iwan Tymoczko. Jego wypowiedź dotyczyła rosyjskich wojsk okupujących tereny na północ od Krymu, nad Dnieprem. Ale tak mniej więcej wyobrażają sobie w Kijowie i odzyskanie samego półwyspu.

„My tu zostaniemy, a oni już szykują się na Chersonez (lotnicza baza wojskowa w Symferopolu – red.)” – piszą z półwyspu o nastrojach wśród miejscowych władz kolaboracyjnych.

Najkrótszą drogę Ukraińców na Krym blokuje znaczne zgrupowanie rosyjskich wojsk nad Dnieprem i w stepach zaporoskich, mające ponad 200 tys. żołnierzy i ponad tysiąc czołgów. Na razie jest to jedyna część armii Kremla, która odczuła ataki na swoje linie zaopatrzeniowe. Nie rozpoczęła planowanej ofensywy na Zaporoże. Z kolei w rejonie jej działania Ukraińcy odbili najwięcej terenu, ale utknęli. – W okupowanym obwodzie chersońskim Rosjanie rozbudowali swoje pozycje, jak Hamas w Strefie Gazy – dziesiątki kilometrów umocnień pod ziemią – wyjaśnia jeden z ukraińskich oficerów.

Czytaj więcej

Ukraińcy atakują Moskwę. Rosjanie skarżą się na „czarny deszcz” po uderzeniu w rafinerię

Ukraina jednak znajduje się pod naciskiem upływającego czasu. Jeden z najlepszych profesjonalistów w ukraińskim rządzie, minister Fedorow sądzi, że Kijów ma tylko jeszcze pół roku „okna możliwości” stworzonego przez powietrzną ofensywę nowych rodzajów dronów i rakiet. Zaczną bowiem pojawiać się rosyjskie bronie, które będą je znacznie lepiej zwalczać. Tak jak było w przypadku Bayraktarów czy Himarsów, które dawały Ukraińcom przewagę w początkowym okresie wojny.

– My jesteśmy tylko na początku drogi, która otwiera szerokie możliwości – mówi ukraiński ekspert Serhij Hrabski. Możliwe jednak, że ukraińska armia nie zdąży na nią wejść.