W normalnym czasie istnienie organizacji zrzeszających osoby o poglądach skrajnych świadczy tylko o sile demokracji. Jak każdy obywatel pani Kaja Godek ma prawo przygotowywać projekty ustaw, zbierać pod nimi podpisy i zachęcać posłów, by je przyjęli. Na tym polega wolność i demokracja.
Tyle że obecny czas nie sprzyja takim inicjatywom. Kilkanaście dni temu pani Godek noszona była na rękach przez swych sympatyków, po tym jak Trybunał Konstytucyjny wydał orzeczenie prowadzące do zerwania trwającego ponad dwie dekady kompromisu aborcyjnego w Polsce. Myślę, że w pamięci wielu osób pozostaną te obrazki – z jednej strony tysiące ludzi wychodzących na ulice, by protestować przeciw wyrokowi TK, z drugiej roześmiana Kaja Godek podrzucana przed siedzibą Trybunału. Protesty na ulicach trwały wiele dni i ujawniły głębokie podziały w polskim społeczeństwie, o narażaniu uczestników na zakażenie koronawirusem nie wspominając. Składanie kolejnego niezwykle polaryzującego społeczeństwo projektu pokazuje, że prawicowym ortodoksom zależy nie na tym, by realizować konserwatywne wartości, lecz na tym, by rozbujać społeczne emocje w tak trudnym momencie, jakim jest pandemia.