Porażka Alvareza w Las Vegas odbiła się szerokim echem. Trudno się dziwić, najlepszy pięściarz bez podziału na kategorie, posiadacz czterech mistrzowskich pasów w wadze superśredniej był przecież zdecydowanym faworytem.

Biwoł miał być tylko przystankiem na drodze do skompletowania wszystkich tytułów w wyższej kategorii, półciężkiej, z których jeden (WBA) należał do Biwoła urodzonego 31 lat temu w Kirgizji, na obszarze dawnego ZSRR.

Czytaj więcej

Dmitrij Biwoł pokonał Canelo Alvareza. Królowie też przegrywają

Mieszkającego od 11. roku życia w Sankt Petersburgu boksera z Rosji bezpodstawnie jednak zlekceważono, uznając, że Alvarez bez problemu sobie z nim poradzi. A wystarczyło przyjrzeć się, jak Biwoł walczy, jak znakomitą ma obronę, świetny lewy prosty, szczelny blok i wzorową pracę nóg, co charakteryzuje pięściarzy z krajów byłego Związku Radzieckiego. Nie ma wprawdzie nokautującego ciosu, nie jest bardzo szybki, ale jego technika i elegancja ruchów robią wrażenie.

Taki boks niektórzy eksperci uważają za nudny, bo jego istotą nie jest szaleńcza wymiana ciosów, dużo krwi i połamane nosy. Wybitny szablista czy florecista porusza się na planszy podobnie jak Biwoł. 

Taką właśnie szermierkę pokazał on w starciu z rywalem najwyższej klasy, wytrzymał też presję i nie dążył do zwycięstwa przed czasem.

– Jeśli szukasz na siłę takiego zakończenia, możesz popełnić błąd, zgubić własny rytm. Zapominasz wtedy o swoich kombinacjach, obronie, wreszcie o całym planie na walkę i przegrywasz. Do tego właśnie może doprowadzić obsesja nokautu – mówił Biwoł jeszcze przed pojedynkiem z Alvarezem. 

Od razu przypomniał się Ołeksandr Usyk i jego wygrana z Anthonym Joshuą. Ukrainiec miał szansę znokautować mistrza wagi ciężkiej, ale trener mu to odradził, uznał, że ryzyko jest zbyt duże. Usyk, pięściarz wybitny, posłuchał i odebrał Anglikowi trzy pasy. Teraz, gdy Alvarez przegrał, to właśnie Usyk będzie liderem rankingu bez podziału na wagi.

Biwoł też był zdecydowanie lepszy od wielkiego mistrza. Co ważne, pokazał, że elegancki boks może być nie tylko piękny, ale i skuteczny. Nawet gdy wszyscy, w tym sędziowie, są przeciwko tobie i najbezpieczniejszym rozwiązaniem byłaby wygrana przed czasem.

Wybitnych techników w zawodowym boksie było wielu. Niepokonany Floyd Mayweather Jr imponował genialną obroną, podobnie Pernell Whitaker, który skuteczność defensywy w dużej mierze opierał na fenomenalnym refleksie.

Andre Ward, złoty medalista olimpijski z Aten (2004), a później zawodowy mistrz dwóch kategorii, nie przegrał od 12. roku życia, bo był pięściarzem kompletnym. Zupełnie inny, choć równie skuteczny był Bernard Hopkins, najstarszy zawodowy mistrz świata. Wspaniale kontrował Meksykanin Juan Manuel Marquez, o czym boleśnie przekonał się jeden z gigantów boksu, czempion sześciu kategorii, Filipińczyk Manny Pacquiao.

Ale chyba żaden z nich nie był w ringu tak elegancki jak Biwoł.

W Polsce w czasach amatorskich też mieliśmy takiego pięściarza – Wiesława Rudkowskiego, dziesięciokrotnego mistrza kraju, mistrza Europy i srebrnego medalistę olimpijskiego z Monachium (1972). Podobne warunki fizyczne, postawa, tylko Rudkowski walczył z odwrotnej pozycji, choć był praworęczny.

Biwoł wygraną z „Canelo” w wielkim stylu wszedł do elity współczesnych mistrzów boksu. Teraz czeka go rewanż, prawdopodobnie 17 września, też w Las Vegas, i tym razem Meksykanin nie będzie już faworytem.