W liczącej 1,4 mln mieszkańców bałtyckiej republice działa już 40 firm produkujących kosmetyki. Na to związek z rosnącym z roku na rok popytem Estończyków. Do tego mieszkańcy republiki szukają oryginalnych propozycji, a te często oferują krajowi producenci.

- Ostatnio na rynku pojawiło się wiele nowych firm, bo od kilku lat popyt na kosmetyki u nas rośnie. Zobaczymy, jak sobie poradzą - zastanawia się Alar Kijma z firmy Orto, cytuje portal Delfi.

Sklep Pillerkaar jako jedyny w centrum handlowym Solaris oferuje wyłącznie estońską kosmetykę. Zdaniem jednego z współwłaścicieli Juri Palstera, z rynku odpadną te firmy, których produkcja jest robiona „w krzakach" lub z importowanych półproduktów. Klientów zdobywają tylko ci, którzy proponują coś nowego, oryginalnego a najlepiej z wykorzystaniem lokalnych składników.

Estończycy zwracają uwagę na ceny i wciąż w większości kupujących wygrywają towary tańsze, niezależnie od tego kto i z czego je wyprodukował.

- Estońskie kosmetyki, to nie estońska żywność, którą ludzie wybierają kierując się patriotyzmem. Wciąż wielu klientom drogerii trzeba wyjaśniać, że nasze produkty kosmetyczne w niczym nie ustępują tym z importu - dodaje Piret Igatt dyrektor Jovely Naturals.