1 września wejdzie w życie podatek od sprzedaży detalicznej. Obowiązywać będą dwie stawki - 0,8 proc. od przychodu w wysokości od 17 mln zł do 170 mln zł miesięcznie i 1,4 proc. od przychodu przekraczającego 170 mln zł miesięcznie. Kwota wolna od podatku w skali roku wynosić będzie 204 mln zł. Co to oznacza dla branży? Czy nowa danina rzeczywiście pozwoli spiąć budżet?

- Podatek z założenia miał chronić małe i średnie firmy i to wypełnia, bo one są z tego podatku zwolnione. Zarówno te handlujące realnie, jak i przez internet – podkreśla Adam Abramowicz.

Co roku w Polsce zamykane jest aż 5 tys. małych sklepów. Czy ustawa pomoże przerwać ten trend?

- To jest trend niekorzystny dla konsumenta, bo wiadomo, że im jest więcej sklepów i jest większy wybór, to i konsument, i producent na tym korzysta – mówi poseł PiS.

- Ta ustawa tego trendu całkowicie nie zahamuje. Być może będziemy tutaj dalej dyskutować, czy udałoby się wprowadzić w Polsce takie rozwiązania, jak na przykład we Francji – zapowiada.

Jak zauważa, państwa Europy Zachodniej już przechodziły przez podobne problemy. - Trzeba korzystać w doświadczeń krajów zachodnich, przyjrzeć jak to u nich działa i ewentualnie wprowadzić to samo u nas – mówi.

Polscy dostawcy obawiają się jednak, że duże sieci handlowe będą próbowały zrzucić ciężar podatku na nich i to oni najbardziej na tym ucierpią. Już teraz donoszą, że sieci żądają od nich różnych rabatów i upustów.

- Nie powinni ulegać temu szantażowi, bo to jest droga donikąd. Jeżeli duże korporacje twierdzą, że każdy podatek musi być zapłacony nie przez nie, a przez dostawców, to żeby pomóc dostawcom musielibyśmy zwolnić korporacje od wszystkich podatków. Tego nie ma na całym świecie – wskazuje Abramowicz.

- Stawiani pod ścianą producenci powinni natomiast szukać innych kanałów dystrybucji, między innymi w tych małych i średnich sieciach handlowych, które tego podatku nie zapłacą – dodaje.

Autopromocja
#NowaRp.pl

Znacznie więcej niż wiedza

ZAPRENUMERUJ

Ile wyniosą roczne wpływy do budżetu z tytułu tego podatku? - Ja myślę, że to będzie między miliard a dwa miliardy złotych. W tej chwili trudno to oszacować, ale dane z końcówki roku pozwolą ministerstwu finansów dokładnie przyjrzeć się, jak podatek działa, i ewentualnie go poprawić – mówi poseł.

- Ten podatek nie był jednak motywowany wpływami – zaznacza. - Główny celem jego wprowadzenia było wyrównanie szansy małych i średnich firm w zderzeniu z dużymi firmami. Cel fiskalny był dodatkowym plusem podatku.

Czy możemy spodziewać się podwyżki cen w sklepach w reakcji na wprowadzeniu podatku? - Mamy w tej chwili deflację, rynek jest bardzo bogaty i konkurencyjny. Nie sądzę, żeby dało się to w tej chwili przeprowadzić – uspokaja Abramowicz.

Poseł wypowiedział się również o pomyśle wprowadzenia zakazu handlu w niedzielę wysuwanym przez NSZZ „Solidarność”.

– To nie będzie zakaz, tylko ograniczenie. PiS jako partia tego projektu nie przedstawia. Są obecnie zbierane podpisy, w tym tygodniu projekt trafi już do marszałka sejmu - mówi Abramowicz.

- Jest bardzo wielu posłów w naszym klubie, którzy uważają, że tę sprawę trzeba uregulować i ja do nich należę. Zmuszanie dużej rzeszy ludzi do pracy za najniższe wynagrodzenie w trzy niedziele w ciągu miesiąca nie jest dobrym rozwiązaniem. Oni sobie sami nie poradzą, tu musi państwo ingerować – podkreśla.