Maszyna jaką wybrali specjaliści od zabezpieczeń z kalifornijskiej firmy Cylance to Sequoia AVC Edge Mk1, jeden z najpopularniejszych modeli znajdujących się aktualnie w obiegu. Aby przeprowadzić atak cyberprzestępca musi mieć fizyczny dostęp do maszyny. Zdalny atak przez internet nie jest możliwy, bowiem większość maszyn działa w trybie offline.

Reklama
Reklama

Na poniższym wideo widać jak z użyciem uprzednio spreparowanej karty można łatwo wgrać nowe oprogramowanie do maszyny do głosowania. Potencjalny napastnik może zmodyfikować w ten sposób nie tylko nazwę komisji wyborczej, czy liczbę oddanych głosów, ale nawet dane osobowe kandydatów biorących udział w wyborach.

Foto: Cylance/YouTube

To zdumiewające, że do tej pory nikt nie próbował zhakować amerykańskich maszyn do głosowania. Lista incydentów wskazujących błędy w oprogramowaniu oraz działaniu takich urządzeń jest bardzo długa. Lata temu zostały one wprowadzone do obiegu w pośpiechu, często z pominięciem elementarnych zasad bezpieczeństwa. Większość tych urządzeń jest już mocno przestarzała, a części z nich już się nie produkuje. Mimo to, nadal są w obiegu i zostaną wykorzystane w trakcie obecnych wyborów prezydenckich.

Do tej pory hakerzy skupiali się głównie na atakach wymierzonych w infrastrukturę firm opracowujących systemy do głosowania. W ostatnim czasie zanotowano kilka takich przypadków, w kilku różnych stanach. Głośnym echem odbiło się włamanie na serwery Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej i do komputera szefa kampanii Hillary Clinton, Johna Podesty.

Amerykańskie władze uspokajają, że ataki na maszyny do głosowania nie stanowią zagrożenia. Mają być one monitorowane i dobrze pilnowane przed ewentualną ingerencją osób trzecich. Ze względu na fakt, że nie są ze sobą połączone w jedną dużą sieć, trudno będzie zaburzyć ich działanie na szerszą skalę. Dodatkowym pocieszeniem może być fakt, że większość wyborców przypuszczalnie wybierze bardziej bezpieczną, papierową formę oddania swojego głosu.