Według danych Biełstatu, państwowego urzędu statystycznego, na Białorusi blisko 6 proc. dorosłych obywateli żyje poza oficjalną granicą biedy. Minimum egzystencji zostało ostatnio podniesione przez białoruski rząd do 214 rubli, czyli 380 zł. Miesięcznie za kwotę niższą od minimum musi przeżyć 540 tysięcy Białorusinów (5,7 proc. ludności), podał za Biełstat portal Tut.by.

Najwięcej biedaków jest wśród rodzin z małymi dziećmi (4 proc. od wszystkich rodzin). Najtrudniejsza sytuacja panuje w obwodach homelskim i brzeskim. Tutaj poza granicą ubóstwa żyje odpowiednio 5,6 proc. i 5,5 proc. mieszkańców.

Czytaj także: Białoruś idzie na żebry

Tymczasem w gospodarce Białorusi sytuacja jest „napięta”. Mińsk nie ma pieniędzy na spłatę potężnych długów zagranicznych. Euro-Azjatycki Fundusz Rozwoju (EAFR) wstrzymał wypłatę dwóch transzy po 400 mln dol. pomocy finansowej.

- Ani Rosja, ani MFW już nie wierzą w słowa białoruskich władz. Wszystkie kredyty, w tym z EAFR są uwarunkowane wypełnieniem przez stronę białoruską konkretnych zobowiązań. Jeżeli dotąd pieniądze nie nadeszły, to znaczy, że władze nie wywiązały się z podpisanym umów kredytowych. Łukaszenko znany jest już z tego, że dużo obiecuje, a potem nagle wycofuje się z wykonania ustaleń - podkreślił niezależny ekonomista Lew Margolin dla portalu Chartia97.

Mińsk musi więc ciąć wydatki w budżecie na 2019 r. Na czym będzie oszczędzał?

- Władze muszą zrezygnować z budowy nowych rezydencji, jeżeli zostały one zaplanowane. Trzeba wstrzymać remonty budynków administracji, zakupy nowych mebli i sprzętu, samochodów czy elektronik. Na tym trzeba oszczędzać - podkreśla ekonomista.

Na razie takiego myślenia w Mińsku nie widać. Łukaszenko ma już co najmniej siedem rezydencji wyposażonych w najdroższe meble, kryształowe, pozłacane żyrandole i inne luksusy.