Wydarzenia na Ukrainie oraz doniesienia gospodarcze z Chin zdominowały serwisy informacyjne w poprzednim tygodniu. Już w poniedziałek rano inwestorzy musieli się zmierzyć z wiadomością, że w lutym sprzedaż eksportowa Chin była aż o 18,1 proc. mniejsza niż rok wcześniej. Analitycy oczekiwali zwyżki o 6,8 proc. Gorszy odczyt sprawił, że w bilansie handlowym Chin niespodziewanie pojawił się spory, sięgający 23 mld dol., deficyt. Wiadomość miała oczywiście fatalne skutki dla giełdy w Szanghaju, która tego dnia straciła blisko 3 proc.
Reperkusje dotknęły również innych giełd wschodzących, na których dużo do powiedzenia mają spółki surowcowe. Doniesienia o słabszej kondycji chińskiej gospodarki, która jest największym światowym konsumentem wielu surowców, w tym miedzi, odbiły się fatalnie na wycenach akcji. Pogrążyło to kursy firm związanych z tym segmentem, w tym polski KGHM.
Kolejna porcja rozczarowujących doniesień z Chin trafiła na rynki w czwartek. Okazało się, że produkcja przemysłowa w lutym była tam tylko o 8,6 proc. większa niż rok wcześniej. Prognozy analityków mówiły o 9,5-proc. wzroście, który i tak miał być niższy niż w styczniu, gdy dynamika sięgała 9,7 proc. Z kolei sprzedaż detaliczna w poprzednim miesiącu zwyżkowała o 11,8 proc. wobec oczekiwanych 13,5 proc. W styczniu tempo wzrostu wynosiło 13,6 proc. Poniżej oczekiwań wypadł też odczyt dotyczący nowych inwestycji w aglomeracjach miejskich.
W odpowiedzi banki inwestycyjne zaczęły korygować prognozy dla chińskiej gospodarki. Barclays uważa, że w I kwartale chiński PKB powiększy się o 7,3 proc. Jeszcze bardziej ostrożny jest JP Morgan, którego analitycy uważają, że tempo wzrostu wyniesie tylko 6,2 proc. Wcześniej prognozowali 7,2 proc. W konsekwencji giełda w Szanghaju spadła w poprzednim tygodniu o 2,6 proc.
Jeszcze słabiej radziły sobie rynki z naszej części Europy, co oczywiście było pochodną informacji z Krymu. Nerwowa atmosfera panowała zwłaszcza w drugiej części tygodnia, w miarę zbliżania się niedzielnego referendum na Krymie, które bez względu na wynik może spowodować eskalację konfliktu za naszą wschodnią granicą.
Społeczność międzynarodowa, w tym inwestorzy finansowi, jednoznacznie uznaje główną rolę Rosji w podżeganiu do konfliktu. Coraz bardziej stanowcze stanowisko czołowych światowych polityków nie robi jednak wrażenia na Władimirze Putinie, prezydencie Rosji. Być może do rozsądku przemówią mu dopiero problemy, w które może popaść Rosja wskutek sankcji gospodarczych – jeśli dalej będzie tak stanowczo popierała separatystów z Krymu i wschodniej Ukrainy.
Poprzedni tydzień na giełdzie moskiewskiej zakończył się 7,6-proc. przeceną. Główny indeks znalazł się na najniższym poziomie od maja 2010 r. Tylko w marcu portfele rosyjskich inwestorów straciły ponad 14 proc. Przecena od początku roku wynosi już 18 proc. Równie fatalnie radzi sobie też rosyjska waluta. Dolar w piątek kosztował prawie 37 rubli, czyli najwięcej w historii.
Na tym tle oazą spokoju wydawała się giełda w Stambule. Zyskała prawie 0,3 proc. za sprawą doniesień o rosnącej szybciej, niż oczekiwano, produkcji przemysłowej oraz lepszym saldzie na rachunku bieżącym (deficyt, z którym Turcja ma duże problemy, był niższy, niż prognozowano).