Po tym, jak opublikowały one słabe wyniki za I kwartał a InPost dodatkowo poinformował o znaczącym ograniczeniu działalności w segmencie listów, kursy akcji obu firm na GPW głęboko zanurkowały. Według Brzoski panika inwestorów jest całkowicie nieuzasadniona.
– To, co we wtorek się wydarzyło, jest przechyleniem wahadła emocji w negatywną stronę, zwielokrotnione w stosunku do tego, jaki był nasz przekaz. A przekaz jest bardzo prosty – zarząd spółki pocztowej właściwie identyfikuje sytuację na rynku, podejmuje właściwe decyzje, ogranicza obsługę rynku, na którym jeśli nie dojdzie do podwyższenia cen traciłby w dłuższym okresie. Nie jest tajemnicą, że rynek listów tradycyjnych gwałtownie się kurczy od kilku lat. Biorąc pod uwagę, że tracimy kontrakt sądowy, a rośniemy ponadprzeciętnie w każdym innym segmencie, przekaz jest jeden – usuwamy najgorszy segment. Segment, na którym nie zamierzamy się z Pocztą Polską ścigać na dumpingowe ceny. Logika nakazuje, że tego typu decyzje wśród inwestorów powinny uzyskać aprobatę i pochwałę – przekonuje Brzoska.