Do czwartkowej sesji inwestorzy przystępowali po dwóch dniach wzrostów. Nie dziwne więc, że apetyty graczy były rozbudzone. Jak się jednak okazało, z dużej chmury spadł mały deszcz.
Już pierwsze minuty handlu pokazały, że o kontynuację wzrostowej serii może być trudno. WIG20 rozpoczął dzień od przeceny rzędu 0,4 proc. Nie minęły jednak dwie godziny handlu, a indeks największych spółek wyszedł nad kreskę i wydawało się, że droga do dalszym wzrostów stoi otworem. Nic bardziej mylnego. Popyt w zasadzie był w stanie jedynie wyprowadzić główny wskaźnik naszego rynku nad kreskę. O rozwinięcie ruchu wzrostowego było już zdecydowanie trudniej. Mijały bowiem kolejne godziny handlu, a WIG20 praktycznie stał w miejscu co oznaczało, że przez długi czas utrzymywał się 0,2 proc. na plusie. Biorąc pod uwagę, że w tym czasie na rynku niemieckim czy też francuskim przeważał kolor czerwony, to i tak jednak postawę rodzimego parkietu można było uznać za zadowalającą. Nic jednak nie trwa wiecznie.