W perspektywie najbliższych kwartałów nie widzi pan szczególnych zagrożeń. A rządowy program wsparcia mieszkaniowego? Nie boi się pan go?
Generalnie niczego się nie boję i jako firma też się tego nie boimy. Staramy się budować organizację w ten sposób, aby była ona maksymalnie odporna na różne niespodzianki i sytuacje niezależne od nas. Jeśli chodzi zaś o sam program rządowy to jeśli faktycznie będzie on skierowany do tego grona osób, o którym jest mowa to spodziewam się, że będzie to bardziej uzupełnienie rynku i oferta będzie komplementarna do tego, co dziś oferują deweloperzy. Myślę, że nie będziemy wchodzić sobie w drogę. Niezależnie od wszystkiego, naturalny popyt wynikający z braku zasobów mieszkaniowych jest na tyle duży, że nawet jeśli w jakiś aspektach program "Mieszkanie+" będzie się zazębiał z działalnością deweloperów komercyjnych to nikt na poważnie nie odczuje negatywnych tego skutków.
Czy to oznacza, że rynek jest na tyle duży, że jest w stanie wyżyć z niego dużo firm?
Tak to właśnie wygląda w tym momencie. Sprzedają i duzi i mali, i słabi i mocni. Mamy nawet sytuację, że firmy z nadwyżkami pieniędzy z branż zupełnie niezwiązanych z budownictwem czy deweloperką również się pojawiają na tym rynku. Dziś po prostu sprzedają wszyscy.
Mówiąc o dokonaniach grupy Murapol w 2016 r. nie sposób nie wspomnieć o inwestycji w Niemczech. Czy to była jednorazowa transakcja, czy początek nowego trendu?
To jest pierwszy z szeregu kroków, które zamierzamy wykonać. Nieruchomość, którą kupiliśmy w Berlinie, mam nadzieję, uzyska na przełomie I i II kwartału pozwolenie na budowę i przystąpimy do realizacji tego projektu. Cały czas natomiast analizujemy kolejne możliwości inwestycyjne nie tylko w Niemczech. Jesteśmy zaawansowani jeśli chodzi o negocjacje w sprawie nabycia dwóch nieruchomości na Wyspach Brytyjskich. Analizujemy kilka możliwości we Włoszech, Hiszpanii, przyglądamy się też Wiedniowi. Widzimy tam spore możliwości i uważamy, że jesteśmy w stanie osiągnąć sukces i stać się organizacją na skalę europejską.