„Sucker Punch" to misz-masz. Rozpiętość konwencji może wywołać u tradycjonalistów wstrząs. Mroczny thriller łączy się bowiem z fantasy, kinem batalistycznym, science fiction i filmem samurajskim. Tempo jak w pędzącym na przód bez wytchnienia azjatyckim kinie akcji.
Z kulturą na Ty poleć swoje wydarzenie kulturalne
Narracja rodem z prostej gry komputerowej, w której chodzi jedynie o to, by pokonując wroga i zbierając cenne przedmioty, przejść na kolejny poziom rozgrywki. A wszystko podkreślone komiksową, grubą krechą i tak podrasowane muzyką, że chwilami ma się wrażenie, że „Sucker Punch" nie jest pełnometrażową fabułą, ale rozciągniętym ponad miarę wideoklipem.
Ten film dziwoląg to dzieło Zacka Snydera, wschodzącej w Hollywood reżyserskiej gwiazdy. Snyder zabłysnął adaptacjami komiksów: „300" i „Watchmen". Uwielbia kino bombastyczne, przygniatające widza rozbuchaną formą.
Tym razem sam wymyślił scenariusz. Powstała z tego ponura historyjka dla nierozgarniętych dzieciaków. Z domieszką seksualnych aluzji i komiksowej przemocy. Podziwiam zmysł plastyczny Snydera, ale dla dobra kariery powinien pracować na cudzym materiale.
USA 2011, reż. Zack Snyder, wyk. Emily Browning, Abbie Cornish, Oscar Isaac, Carla Gugino