W większości czytamy książki i teorie przygotowane przez ekonomistów z krajów wysokorozwiniętych i w związku z tym daliśmy sobie narzucić punkt widzenia krajów bogatych, dla których bycie innowacyjnym to być albo nie być w konkurencji międzynarodowej. Grozi nam, że ten fałszywy z polskiej perspektywy punkt widzenia przeniesiony zostanie na następny okres planowania budżetowego w UE.
W związku z tym odpowiedzialni za rozdział pieniędzy unijnych w Polsce będą jak mantrę powtarzać hasła o: gospodarce opartej na wiedzy, kapitale ludzkim, społeczeństwie informacyjnym i potrzebie poprawy innowacyjności. Niedawno pojawiło się nowe hasło o podobnym znaczeniu: inteligentny wzrost (ang. smart growth). To nie są nasze hasła, nas to nie dotyczy. Odrabiamy dystans do rozwiniętych krajów UE w zakresie wydajności pracy mimo niższej innowacyjności. Czyli to nie innowacyjność jest tym, co pozwala poprawiać konkurencyjność polskiej gospodarki. Wydajność pracy rośnie szybciej niż gdzie indziej. Przyczyn tego jest wiele, a najważniejsza to zmiany strukturalne w polskiej gospodarce poprawiające jej produktywność oraz relatywnie niskie koszty wytwarzania.
Przejmujemy bez analizy priorytety, które w ramach Unii Europejskiej narzucają nam kraje starej Unii. W ich przypadku wynika to z przymusu ekonomicznego. One żeby przeżyć, potrzebują innowacji, które dają im przewagi konkurencyjne. W Polsce koszty wytwarzania są niższe i to pozwala nam być konkurencyjnymi. My jako kraj rozwijający się potrzebujemy innych czynników stymulowania wzrostu. Dla wzrostu i rozwoju musimy ustawić sobie własne priorytety. Jak mogą wyglądać nasze priorytety, pokazuje poniższa tabela. Mówi ona o tym, jakie czynniki determinują wzrost PKB – im wyżej w hierarchii dziesięciostopniowej, tym czynnik jest istotniejszy. Widać, że innowacyjność, rozwój kapitału ludzkiego i gospodarki opartej na wiedzy to hasła odpowiadające podstawowym priorytetom wzrostu w krajach bogatych. Dla nas wysokim priorytetem są: stabilność polityczna, którą mamy; inwestycje zagraniczne – zupełnie nieistotne w krajach rozwiniętych, sprawne funkcjonowanie instytucji, dobra infrastruktura. Wśród pierwszych dziesięciu czynników wzrostu PKB dla krajów takich jak Polska w ogóle nie wymienia się innowacyjności i wysokospecjalistycznej wiedzy. Nie są to czynniki w zasadniczy sposób przyspieszające wzrost gospodarczy. A potwierdza to praktyka wzrostu gospodarczego w ostatnich dwóch dekadach.
Polska gospodarka w ostatnich 15 latach wzrastała w tempie ok. 4,5 proc. PKB średniorocznie. W tym czasie bogate kraje rosły w tempie ok. 2 proc. Oni są bardziej innowacyjni, ale to nasz wzrost jest szybszy, mimo że jesteśmy pod koniec europejskiej tabeli innowacyjności. To oni potrzebują innowacyjności i oni wydają na innowacyjność dużo więcej niż my, bo bez tego nie byliby konkurencyjni. Czy potrzeba lepszego dowodu na fałszywość tezy, że poprawa innowacyjności istotnie poprawi naszą pozycję konkurencyjną?
Mamy słabą infrastrukturę sieciową: transportową, energetyczną, informatyczną, telekomunikacyjną, komunalną. Na tych priorytetach powinniśmy koncentrować swoją aktywność. Ale to nie wszystko: poprawy wymaga otoczenie regulacyjne – w tabeli jest to trzeci od góry czynnik wzrostowy. W ostatnich latach było w kraju kilka dobrych inicjatyw dotyczących poprawy otoczenia regulacyjnego. Szczególnie w Ministerstwie Gospodarki (ustawy deregulacyjne) i w Sejmie (komisja „Przyjazne państwo"). Inny dobry przykład: Ministerstwo Gospodarki jako swoją misję wybrało stworzenie najlepszych w Europie warunków prowadzenia działalności gospodarczej. To jest dobra diagnoza i inicjatywa. Skoncentrujmy się na tego typu innowacyjności, a niekoniecznie innowacyjności technologicznej. Niech powstanie krajowy plan tworzenia najlepszych warunków prowadzenia działalności gospodarczej zamiast programu operacyjnego „Innowacyjna gospodarka" i regionalnych strategii innowacyjności. Regulacje ułatwiające działalność gospodarczą skierowane są do całej gospodarki, a wspieranie innowacyjności skierowane jest do garstki potencjalnych innowatorów.
W tej sytuacji innowacyjność, szczególnie technologiczna, dla wzrostu polskiej gospodarki potrzebna jest jak kwiatek do kożucha. To, na ile gospodarka będzie innowacyjna, należy pozostawić samej gospodarce, a nie wydawać pieniądze na nieskuteczne programy innowacyjne. Tracimy dużo pieniędzy na tzw. regionalne strategie innowacyjności. One niczemu nie służą, poza tymi, którzy je wymyślili i którzy je animują. Są bezsensowne, niczego nie załatwiają. Lepiej, gdyby regiony tworzyły regionalne programy poprawy obsługi przedsiębiorców i ludności.