Chodzi o Ługańską i Doniecką Republiki Ludowe - samozwańcze republiki, które powstały po tym, jak w 2014 roku w Donbasie doszło do konfliktu między prorosyjskimi separatystami a ukraińską armią.
W konflikcie w Donbasie zginęło jak dotąd ponad 14 tysięcy osób.
- Poziom zagrożenia pozostaje wysoki - stwierdził rzecznik Kremla pytany przez dziennikarzy o to, jak bardzo prawdopodobny jest wybuch walk w Donbasie.
Czytaj więcej
Broń, którą w ostatnim czasie przekazały Ukraińcom państwa NATO, znacznie komplikuje działania rosyjskich sił w Donbasie.
Na pytanie, czy groźba wznowienia walk między Ukrainą a siłami samozwańczych republik zmniejszyła się, według Moskwy, w ostatnich tygodniach, Pieskow odparł: "Nie".
Jak mówił rzecznik Kremla strona rosyjska "w każdy możliwy sposób zwraca uwagę interlokutorów na groźną koncentrację ukraińskich wojsk" w rejonie linii frontu w Donbasie.
Widzieliśmy już jak Kijów rozpoczynał operacje wojskowe w Donbasie
- Uwaga naszych interlokutorów zwracana jest na to, że operacja wojskowa, próba rozwiązania militarnego na południowym-wschodzie (Ukrainy) jest wciąż prawdopodobna. Takie prawdopodobieństwo jest wysokie, jest realne i, niestety, widzieliśmy już jak Kijów rozpoczynał operacje wojskowe w Donbasie - mówił Pieskow.
- Kijów rozpoczynał wojnę domową w swoim własnym kraju, widzieliśmy już takie precedensy - dodał.