Reklama

Cisza wokół stoczniowej transakcji

Niedoszły inwestor w Gdyni i Szczecinie od wtorku milczy jak zaklęty. Nie wiadomo, czemu zrezygnował ze swoich planów i czy jeszcze o nim usłyszymy

Publikacja: 20.08.2009 03:55

Sprzedaż majątku polskich stoczni nadal stoi pod znakiem zapytania (fot: Beata Kitowska)

Sprzedaż majątku polskich stoczni nadal stoi pod znakiem zapytania (fot: Beata Kitowska)

Foto: Rzeczpospolita

Od wtorku, kiedy okazało się, że Stichting Particulier Fonds Greenrights (SPFG) nie wpłacił 380 mln zł wylicytowanych za aktywa stoczni w Gdyni i Szczecinie, Jan Ruurd de Jonge, reprezentant spółki, jest nieuchwytny. – Pana Jana de Jonge nie ma teraz w Polsce. Prawdopodobnie do końca sierpnia z jego strony nie będzie żadnych komentarzy – mówi Katarzyna Gospodarek z firmy Premium PR współpracującej z założoną przez SPFG spółką Polskie Stocznie, która miała przejąć aktywa obu zakładów. Jan Ruurd de Jonge jest też członkiem zarządu Polskich Stoczni.

Jak zapowiedział we wtorek minister skarbu Aleksander Grad, jest szansa, że do 31 sierpnia spółkę SPFG, a więc i jej zobowiązania, przejmie katarski rządowy fundusz inwestycyjny Qatar Investment Authority.

Przypomnijmy, że na początku lipca w rozmowie z „Rz” de Jonge mówił, że SPFG „reprezentuje inwestorów, których tożsamość i inne dane nie mogą jeszcze trafić do wiadomości publicznej – ale nastąpi to we właściwym czasie”. To mogłoby oznaczać, że Qatar Investment Authority od początku miał być docelowym nabywcą stoczniowych aktywów, tylko – ze względu na konieczność ich badania – nie mógł sfinalizować transakcji w terminie wyznaczonym przez Komisję Europejską, mimo jego przedłużania.

Zresztą już wcześniej – bo w połowie maja – QIA był nieoficjalnie wymieniany jako podmiot, który mógłby stać za transakcją.

Jan Ruurd de Jonge deklarował też publicznie, że produkcja z wykorzystaniem majątku stoczni z Gdyni i Szczecina może ruszyć jeszcze w tym roku. Pod koniec grudnia 2010 r. zakład w Gdyni miał być w stanie dostarczyć pierwsze tankowce LNG, których dotąd nie miał w ofercie.

Reklama
Reklama

– Katarczycy nie są inwestorem branżowym, tylko finansowym. Takiego inwestora oczywiście też potrzeba stoczni, ale bez fachowców mających pojęcie o tym biznesie nie ma mowy o dalszej produkcji statków w Gdyni i Szczecinie. Opowieści o tym, że katarski fundusz kupi majątek zakładów, by wybudować na nim dwa tankowce LNG, bo tyle byłoby mu potrzebnych, od początku można było włożyć między bajki – mówi „Rz” Janusz Szlanta, były prezes Stoczni Gdynia.

Zdaniem Szlanty, by uniknąć kłopotów ze sprzedażą stoczniowego majątku, rząd powinien byl jeszcze przed przetargiem zamówić niezależną ekspertyzę, która przedstawiałaby mocne i słabe strony obu zakładów, sytuację w przemyśle stoczniowym na świecie i perspektywy rozwoju.

– Sytuacja w branży była fatalna w maju, gdy odbywał się przetarg na aktywa obu zakładów – twierdzi były prezes Stoczni Gdynia. – Teraz widać już oznaki poprawy na rynku żeglugowym i można się spodziewać, że w ciągu dwóch, trzech lat odzyska on stabilność. Gdyby więc stocznie uruchomiono na nowo dziś, inwestor mógłby ruszyć z produkcją w połowie 2010 r. i byłby gotowy z pierwszymi statkami na 2011 r., trafiając na wzrostowy trend na rynku.

[i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki:

[mail=b.chomatowska@rp.pl]b.chomatowska@rp.pl[/mail][/i]

Biznes
Orange Polska pokazał wyniki i podniósł cel na 2028 rok
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Biznes
Szef Sierpnia 80 o przyszłości JSW: „Tym sposobem spółki nie uratujemy”
Biznes
Ekspert: Grupy ransomware działają jak firmy, za przyzwoleniem Rosji czy Białorusi
Biznes
Firmy wracają do rekrutacji, rozmowy w Genewie, niemiecka gospodarka bez paliwa
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama