Tak wynika z odpowiedzi dla posła PiS Jerzego Polaczka od ministra skarbu Mikołaja Budzanowskiego (odwołanego w piątek przez premiera Donalda Tuska).
W obsłudze samolotów B787 należących do PLL LOT S.A. bierze udział wiele podmiotów zagranicznych, m.in. Rolls-Royce (obsługa silników), MAEL (obsługa liniowa), Bridgestone (obsługa opon). Jak wynika z wyliczeń resortu, któremu PLL LOT podlega, od grudnia do końca stycznia koszt usług tych firm wyniósł 4 434 tys. 332 zł.
Okazuje się też, że pojawił się kolejny problem związany z Boeingami B787. "Żaden z hangarów na lotnisku Warszawa-Okęcie nie ma wymaganej, odpowiedniej powierzchni dla samolotu B787" - czytamy w odpowiedzi dla posła Polaczka.
Wybudowanie takiego hangaru to koszt minimum 50-60 mln zł.
Tych pieniędzy spółka PLL LOT nie ma, jest zadłużona (kilka miesięcy temu rząd pożyczył LOT-owi 400 mln zł), przechodzi kolejną restrukturyzację.
- Jestem tym zbulwersowany. LOT płaci dziennie 64 tys. zł za usługę serwisową bo sam przez lata nie potrafił stworzyć sobie zaplecza. Czas ten zmarnowano. A teraz płaci ogromne pieniądze - piekli się poseł Polaczek.
Strata LOT-u spowodowana uziemieniem dwóch dreamlinerów, które kupił LOT sięgają kilkuset milionów złotych. Prezes LOT Sebastian Mikosz, w połowie czerwca chce zacząć rozmowy z Boeingiem na temat odszkodowania. Problemem okazały się akumulatory. Dwie maszyny są uziemione od trzech miesięcy. Obecnie jeden boeing 787 dreamliner znajduje się na chicagowskim lotnisku O'Hare, a drugi - na płycie warszawskiego lotniska Chopina (niestety, nie jest hangarowany).
Po naprawie maszyny będę wykonywały loty testowe, piloci przejdą ponowne przeszkolenia. Być może dwa dreamlinery zaczną latać w czerwcu. B787 mają obsługiwać połączenia za Atlantyk oraz do Pekinu.
Czwarty dreamliner ma trafić do spółki pod koniec lipca, a piąty pod koniec sierpnia.