Zabytkowy Spodek, Planetarium Śląskie czy Ośrodek Postępu Technicznego. Nie mówiąc już o kinie Kosmos. Instytucji kojarzących się z kosmosem jest w Katowicach całkiem sporo. 

Można powiedzieć, że kosmos mamy zapisany w naszej tożsamości. I rzeczywiście, tych skojarzeń jest zaskakująco dużo. Mamy Spodek, Planetarium Śląskie. Kosmiczna architektura osiedli mieszkaniowych, takich jak katowickie „Gwiazdy”, również odwoływała się do fascynacji przyszłością, techniką i podbojem kosmosu. Ta symbolika jest ważna, ale ważniejsze jest coś innego. Nasz region zawsze był związany z technologiami, nowoczesnością i ambitnymi wyzwaniami, którym musieliśmy sprostać.

Przez dziesięciolecia budowaliśmy maszyny, schodziliśmy kilometr pod ziemię, rozwijaliśmy przemysł ciężki, energetykę i zaawansowaną produkcję. Dzisiaj te same kompetencje wykorzystujemy w nowych dziedzinach, m.in. sztucznej inteligencji, przemyśle obronnym czy właśnie technologiach kosmicznych.

A teraz może dojść kolejna instytucja. I to już bardziej poważna i prestiżowa: Europejska Agencja Kosmiczna. Pana zdaniem Katowice mają szansę stać się jej siedzibą?

Doprecyzujmy: mówimy o nowym centrum technologicznym Europejskiej Agencji Kosmicznej w Polsce. Uważam, że Katowice i cała Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia mają bardzo poważne argumenty w ubieganiu się o jego lokalizację. Przygotowaliśmy raport strategiczny „GZM 2026: Gotowi do startu”, który pokazuje nasze zaplecze naukowe, technologiczne, przemysłowe i infrastrukturalne. Za kandydaturą stoi 41 miast i gmin metropolii, samorząd województwa, środowisko naukowe i biznes. Konkurencja jest mocna, ale nie mam wątpliwości, że nasza kandydatura należy do najmocniejszych, bo nasz region ma ogromny potencjał.

Jakie atuty mają właśnie Katowice czy cała Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia, których nie mają Warszawa, Kraków, Trójmiasto, Wrocław czy Łódź?

Przede wszystkim skalę i koncentrację kompetencji. Nie mówimy o jednym mieście, ale o ponad dwumilionowej metropolii. Mamy bardzo dobre uczelnie i instytuty badawcze, firmy technologiczne, sektor IT oraz zaawansowany przemysł. Jedną z naszych przewag jest właśnie połączenie nauki z przemysłem. Technologie kosmiczne potrzebują zaawansowanych materiałów, automatyki, robotyki, elektroniki, precyzyjnej produkcji, energetyki czy cyberbezpieczeństwa.

Mamy także kopalnie, chociażby tereny po właśnie likwidowanej Kopalni Węgla Kamiennego „Wujek”. To miejsca, które mogą być wykorzystane na potrzeby nauki, rozwoju nowych technologii i przemysłu kosmicznego. Mamy też doświadczenie w pracy w ekstremalnych warunkach. Przez dziesięciolecia rozwijaliśmy technologie pozwalające ludziom bezpiecznie pracować w niezwykle trudnych i nieprzyjaznych warunkach głęboko pod ziemią.

Pana zdaniem stworzenie zaawansowanego habitatu pod ziemią na terenie dawnej kopalni Wujek – co zaproponował Tomasz Rożek – może być dodatkowym atutem Katowic?

Zdecydowanie tak. To ciekawa i odważna koncepcja. Dr Tomasz Rożek zaproponował wykorzystanie podziemnej infrastruktury dawnej kopalni do stworzenia Centrum Technologii Kosmicznych. Można by tam prowadzić badania nad długotrwałą izolacją człowieka, funkcjonowaniem w zamkniętych przestrzeniach, stresem czy zarządzaniem ograniczonymi zasobami.

Natomiast jak już mówiłem – to na razie koncepcja, potrzebujemy szczegółowych analiz dotyczących możliwości najbardziej efektywnego wykorzystania terenu kopalni Wujek i biznesplanu, bo dziś nie wiemy, ile to Centrum mogłoby kosztować. Dlatego jak najszybciej powinno być zlecone studium wykonalności, które pozwoli nam odpowiedzieć przynajmniej na część z tych pytań. Celowo użyłem słów: „jak najszybciej”, bo kopalnia, jak wiemy, jest w procesie likwidacji i nie możemy zwlekać kilka lat z decyzją dotyczącą wykorzystania jej infrastruktury.

Czytaj więcej

Warszawa, Kraków i Katowice chcą do gwiazd. Centrum ESA o krok

Czy podziemna infrastruktura dawnego zakładu górniczego może być pomocna do stworzenia środowiska przypominającego warunki przyszłych baz księżycowych i marsjańskich?

Z raportu przygotowanego przez Fundację „Nauka to lubię” wynika, że zdecydowanie tak. Podziemne wyrobiska kopalni stanowią idealne środowisko testowe, które w przeciwieństwie do sterylnych laboratoriów pozwala na realistyczne symulowanie warunków panujących na Księżycu czy Marsie (duże zapylenie, brak GPS, izolacja, stres).

Do przeprowadzenia doświadczeń wykorzystujących warunki swobodnego spadku można wykorzystać szyby górnicze. Są znacznie głębsze (mają kilkaset metrów) niż te wykonane i wykorzystywane obecnie w warunkach laboratoryjnych. To byłoby unikalne w skali europejskiej, bo pozwoliłoby uzyskać rekordowo długie czasy stanu nieważkości na Ziemi. Także w testowaniu transportu ludzi i sprzętu czy łączności w trudnym, nieprzyjaznym człowiekowi środowisku w przypadku kopalni nie trzeba tych warunków sztucznie wytwarzać, jedynie twórczo je wykorzystać.

Co może dać miastu, a właściwie całej metropolii, ulokowanie centrum ESA właśnie w Katowicach?

Impuls rozwojowy na wiele lat. Takie instytucje przyciągają specjalistów, firmy, startupy, projekty badawcze i kapitał. Dla uczelni oznaczałoby to bliższą współpracę z europejskim sektorem kosmicznym, dla studentów – możliwość rozwijania kariery na terenie naszego regionu, a dla firm – szansę wejścia do europejskich łańcuchów dostaw. To także ważne wizerunkowo. Śląsk nadal zbyt często postrzegany jest przez pryzmat tego, czym był. Centrum ESA pomogłoby Polsce i Europie zobaczyć, czym ten region się staje, a samemu regionowi – przejść „od węgla do gwiazd”, nadając nowe funkcje i wykorzystując unikalne przemysłowe dziedzictwo.

Chcę jednak mocno podkreślić, że zlokalizowanie siedziby Agencji na terenie metropolii to nie tylko możliwości dla metropolii, ale to również duża szansa dla Europejskiej Agencji Kosmicznej. A wynika ona z dostępności na miejscu całego systemu tworzonego w regionie przez firmy sektora space, silne firmy zbrojeniowe, zaplecze naukowe, ale także infrastruktura Centrum Technologii Kosmicznych, które ma powstać na terenie b. KWK Wujek oraz Shaft K – przestrzeń zlokalizowana na zrewitalizowanym terenie innej kopalni, będąca mekką dla firm nowych technologii.

Ponad 80 proc. z niemal trzymiliardowego budżetu GZM w 2026 r. idzie na transport. Planujecie zakupy nowego taboru?

Transport jest największym zadaniem metropolii. Nasz system transportowy należy do największych w tej części Europy. Mamy ponad 500 linii autobusowych, trolejbusowych i tramwajowych, które obsługuje około 1900 pojazdów. Większość tego budżetu to oczywiście jego bieżące utrzymanie, ale nie szczędzimy również środków na inwestycje.

Kontynuujemy wymianę taboru na nowoczesny i zeroemisyjny. Tylko w pierwszej połowie 2026 r. na drogi metropolii wyjechało ponad 80 zakupionych przez nas autobusów elektrycznych, w tym 8 wodorowych, za chwilę na torach pojawią się nowe i nowoczesne tramwaje. Inwestujemy też w infrastrukturę ładowania i systemy informatyczne. W GZM patrzymy na transport jako na jeden system. Autobus, tramwaj, trolejbus, kolej i Metrorower – dajemy pasażerom tę usługę w ramach jednego biletu, jakim jest Metrobilet.

GZM finansuje także dodatkowe połączenia kolejowe. Tak duże jest zapotrzebowanie na składy do tych śląskich miast?

Zapotrzebowanie jest duże i będzie rosło. Kolej jest naturalnym kręgosłupem transportowym tak dużej i gęsto zaludnionej metropolii jak nasza. W 2026 r. przeznaczamy na dodatkowe połączenia kolejowe ponad 34 miliony zł, co pozwala na ponad 140 dodatkowych połączeń dziennie. Moglibyśmy być jeszcze bardziej aktywni w tym obszarze, ale dziś ograniczają nas prace na infrastrukturze ograniczające przepustowość, związane z całościową przebudową katowickiego węzła kolejowego.

GZM kieruje pan dopiero od kilku miesięcy. W jakim kierunku powinien iść jej dalszy rozwój? Co można poprawić, a co zmienić?

Chcę wykorzystać to, co przez dziewięć lat udało się zbudować, nadając jeszcze większy priorytet zadaniom, których pojedyncze miasto czy gmina nie są w stanie wykonać samodzielnie. Kontynuujemy nasze zaangażowanie w obszarze transportu publicznego.

Chcemy przyspieszyć z budową sieci velostrad, a więc szybkich dróg rowerowych łączących poszczególne miasta. Do tej pory powstało ich zaledwie kilka kilometrów – chcemy to znacznie przyspieszyć – dla nas rower to równoprawny środek transportu, nie tylko forma rekreacji. Oczywiście wykorzystujemy również, a będziemy wykorzystywać jeszcze bardziej, wszystkie możliwe okazje do budowania potencjału i pokazywania na zewnątrz naszego obszaru jako atrakcyjnego miejsca do życia, nauki, pracy i inwestowania.

Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia chce przyjmować kolejne samorządy? 

Są samorządy w naszym bezpośrednim otoczeniu, funkcjonalnie bardzo mocno związane z GZM. Ich mieszkańcy pracują tutaj, uczą się i korzystają z naszych usług. Wyrazem współpracy z tymi samorządami jest fakt, że są one objęte naszą siecią Transport GZM – mieszkańcy mogą z niej bez przeszkód korzystać.

Nie myślimy dziś o przyjmowaniu nowych gmin do GZM. Najważniejsze nie jest to, czy będziemy mieli 41, 42 czy 45 gmin, ale czy potrafimy skutecznie jako jeden organizm mierzyć się z wyzwaniami. A po dziewięciu latach widzimy, że największe wyzwania, takie jak depopulacja czy transformacja energetyczna nie dotyczą w pierwszej kolejności mniejszych gmin znajdujących się na obrzeżach GZM, ale większych miast tworzących jej rdzeń.

Taka superjednostka samorządowa gwarantuje im lepszy rozwój?

Jak wszyscy wiemy, duży może więcej. Metropolia daje narzędzia, których pojedyncza gmina nie ma. Jesteśmy od tego, by realizować czy koordynować działania ponadgminne, których jedna gmina nie jest w stanie zrealizować samodzielnie, np. organizować transport, planować inwestycje ponad granicami administracyjnymi, prowadzić promocję gospodarczą i zabiegać o duże projekty, takie chociażby jak centrum ESA.

Niedługo na mapie Polski pojawi się kolejna metropolia – Pomorska. To będzie impuls dla rozwoju tworzących ją samorządów?

Gratuluję samorządowcom z Pomorza. Wiele pracy i determinacji wymaga doprowadzenie takiego procesu do końca. To bez wątpienia duży sukces, dzięki któremu zyska także GZM. Nowa ustawa również nam daje nowe możliwości działania. Z pewnością będziemy z nich korzystać. Jestem w stałym kontakcie z szefem pomorskiej metropolii i liczę na dobrą współpracę oraz wspólne działania na rzecz samorządności metropolitalnej.

Poprawi się tylko komunikacja, czy coś jeszcze?

Transport będzie zapewne pierwszym i najbardziej widocznym obszarem, ale potencjał metropolii jest większy. To wspólne planowanie przestrzenne, gospodarka, przyciąganie inwestycji, adaptacja do zmian klimatu, promocja oraz współpraca uczelni i biznesu. Otwierają się przed nami również możliwości działania w nowych obszarach, takich jak gospodarka odpadami. Nie ukrywam, że sami o to zabiegaliśmy – bo to jeden z obszarów, w których wspólne działanie wielu samorządów przynosi korzyści dla wszystkich.

Co doradziłby pan przyszłej Metropolii Pomorskiej? Jakich błędów unikać, także tych, które zdarzyły się w GZM?

Po pierwsze, od początku jasno ustalić, co jest wspólnym celem i konsekwentnie go realizować. W metropolii zawsze będą miasta większe i mniejsze, bogatsze i mniej zamożne. Trzeba znaleźć sprawy, w których wspólne działanie rzeczywiście daje lepszy efekt. Po drugie, nie próbować robić wszystkiego naraz. Metropolia nie powinna zastępować gmin ani powiatów, ale zajmować się tym, co ma sens w skali całego obszaru.

Po trzecie, budować instytucję dla mieszkańców, a nie dla administracji. Ludzie muszą widzieć konkretne efekty: lepszy transport, większa dostępność do usług, nowe inwestycje. I wreszcie – trzeba mieć cierpliwość. My przez dziewięć lat wiele się nauczyliśmy. Nie wszystko od razu działało idealnie. Dzisiaj mamy doświadczenie, którym chętnie się dzielimy. Im więcej silnych metropolii w Polsce, tym lepiej dla mieszkańców i silniejsza pozycja dużych obszarów miejskich.