Punktem wyjścia panelu „Od zakupu gruntu do RFS – usprawnienie procesu realizacji projektów centrów danych” był raport przygotowany przez branżę, z którego wynika, że średni czas realizacji inwestycji data center w Polsce to 49 miesięcy, z czego blisko połowę zajmują procedury administracyjne. Dyskusję moderował Przemysław Łyczko, dyrektor handlowy Symetrium. Współautorka raportu Olga Dziedzic mówiła, że to czas jest głównym przeciwnikiem. Branża nie chce przyspieszać inwestycji kosztem środowiska, lecz skrócić czasy oczekiwania na odpowiedź i skondensować okres uzyskiwania pozwoleń. Wskazywała trzy obszary największych barier: kwestie środowiskowe, warunki przyłączeniowe oraz interpretację planów miejscowych i planów ogólnych. Jej zdaniem szczególnym problemem są agregaty prądotwórcze, które przy dużych obiektach wpadają w reżim środowiskowy zbliżony do klasycznych źródeł konwencjonalnych, choć w praktyce pracują awaryjnie. O praktyce pozyskiwania gruntów mówiła Aleksandra Wołodźko, ekspertka rynku nieruchomości. Jak zaznaczała, gdy uda się znaleźć działkę z ekonomicznie uzasadnionymi warunkami przyłączeniowymi, bardzo często okazuje się, że składa się ona z kilku czy kilkunastu parceli należących do wielu właścicieli. Wtedy zaczyna się etap negocjacyjny. Problemem pozostaje też brak doświadczenia po stronie urzędów oraz nadmierna skłonność inwestorów do eliminowania niemal wszystkich ryzyk jeszcze przed zakupem gruntu. Zaapelowała o większą elastyczność i bardziej dojrzały podział odpowiedzialności między inwestorem a systemem.
Nowelizacja prawa energetycznego kończy z praktyką blokowania ogromnych mocy przyłączeniowych przez podmioty, które miały jedynie tytuł prawny do nieruchomości, symboliczne środki i brak zasobów i zdolności do wybudowania czegokolwiek. Na to zwracał uwagę Grzegorz Kuczkowski, dyrektor Departamentu Majątku Sieciowego w Energa-Operator. Jak mówił, dotąd można było zablokować w systemie np. 2 GW mocy odbiorczej i przez dwa lata ta moc była zablokowana. Teraz warunki przyłączenia będą krócej ważne, wzrośnie próg wejścia, a pierwszeństwo zyskają ci, którzy szybciej przechodzą do zawarcia umowy. Kuczkowski podsumował: – Chcemy przyłączyć rzeczywiste obiekty, a nie koncepcje i slajdy w PowerPoint. Operatorzy próbują też porządkować rynek poprzez mapy mocy i strefy dostępne publicznie, by inwestorzy nie składali wniosków w ciemno, czego przykładem jest np. portal mocnestrefy.pl.
Bardziej systemowe spojrzenie ze strony administracji regionalnej wniósł Jacek Wójcikowski, dyrektor Centrum Obsługi Inwestorów i Eksporterów Urzędu Marszałkowskiego Województwa Zachodniopomorskiego. Przypominał, że Pomorze Zachodnie już dziś produkuje z OZE około 130 proc. własnego zapotrzebowania na energię i chce przyciągać inwestycje data center m.in. do Gryfina i Stargardu. Jego zdaniem z raportu przebija efekt szatniarza z Barei, bo formalnie istnieją terminy i zasady, ale inwestor nigdy nie ma pewności, kiedy i czy w ogóle dojdzie do finału. Potrzebny jest centralnie umocowany integrator, czyli jedno okienko, które prowadziłoby projekt przez kolejne etapy administracyjne. Na tle polskich realiów ciekawie brzmiały doświadczenia Jarosława Niewierowicza, prezesa UAB Integrante i byłego ministra energetyki Litwy. Podstawowa różnica między Polską a Litwą jego zdaniem ma charakter ustrojowy: w Polsce duże projekty rozbijają się na lokalne procedury, podczas gdy Litwa stworzyła centralne ścieżki dla inwestycji strategicznych. Pod koniec panelu uczestnicy zostali poproszeni o wskazanie jednego priorytetu w wyścigu o kapitał technologiczny. Dziedzic postawiła na dialog i wspólne wypracowanie zmian. Wołodźko mówiła o jakościowej zmianie systemu, który dziś zbyt wiele ryzyk zrzuca na inwestora. Wójcikowski wrócił do potrzeby integracji i edukacji. Kuczkowski przypomniał, że energetyka potrzebuje rzeczywistych odbiorców, a nie projektów na papierze. Niewierowicz znów wskazał na szybkość i pewność procesu.
ORGANIZATOR KONFERENCJI
Patronat „Rzeczpospolitej”