Dla przybysza z Polski Tel Awiw wygląda zaskakująco znajomo. Jego centrum przecina bulwar Rotschilda, który kawiarnianą atmosferą i modernistyczną architekturą przywodzi na myśl warszawską Saską Kępę. Ale inaczej niż nad Wisłą, zza niskich modernistycznych domów pną się ku niebu wieżowce, symbol korporacyjnego serca kraju. Ale i typowej drogi tutejszych startupów, które często rodzą się w starych zapuszczonych kamienicach, by – gdy już pomysł wystrzeli i kupi go globalna korporacja – przenieść się do błyszczących drapaczy chmur.