Teraz jednak z całą siłą wrócił Egipt, a nawet Tunezja. Turcja też odbudowała swoją pozycję. podobnie jest z Grecją, a informacje na temat pożarów nie zniechęciły do wyjazdu.
Czytaj także: Polscy inwestorzy podbijają Hiszpanię
Z kolei z Hiszpanii, zwłaszcza z Balearów gdzie jest bardzo drogo, dochodzą informacje, że mieszkańcy mają już dosyć przyjezdnych, co nie zachęca do spędzania wakacji na Majorce. Przychody z turystyki dają Hiszpanom 11 proc. PKB i w 2017 roku wakacje w tym kraju spędziło 82 mln cudzoziemców.
Taki popyt i trudności z jego zaspokojeniem zaowocowały wzrostem cen. Noclegi hotelowe w latach 2013-2017 podrożały średnio o 21,4 proc. Tymczasem w Turcji, Egpicie, czy Tunezji za takie same pieniądze można mieszkać w lepszym hotelu, wypocząć w mniejszym tłoku i zjeść równie dobrze.
— Rzeczywiście w tym roku popyt na miejsca hotelowe drastycznie spadł — mówił Reuterowi Alvaro Pacheco, rzecznik grupy Barcelo. Przyznał, że konkurencją, zwłaszcza dla Balearów stały się Turcja i Egipt, więc Barcelo był zmuszony do obniżki cen o 15 proc. jeszcze w lipcu, bo pojawiły się obawy o frekwencję.
Na Ibizie ceny spadły o 10-20 proc. Tyle że hotele, zwłaszcza te trzygwiazdkowe w Turcji i Egipcie, kosztują nawet o ponad 70 proc. mniej, niż trzeba zapłacić np. na Majorce. A all inclusive, czyli wszystko w cenie, jest w Hiszpanii znacznie uboższe niż w Tunezji czy Turcji. Dlatego właśnie zaczął się masowy odpływ dużych grup turystycznych. — Sierpień sprzedał się fatalnie - przyznaje Maria Lambert, rzeczniczka hotelowej Grupo Melia.
No i rzeczywiście. Władze turystyczne w Tunezji informują o wzroście liczby gości w tym roku aż o 40 proc. W Turcji o ponad 30 proc. W Grecji o 20 proc. w porównaniu z rokiem 2017, także świetnym dla branży. A w Egipcie na to lato właściwie już nie ma wolnych miejsc.