Gość przypomniał, że defilada na Święto Wojska Polskiego jest miejscem, gdzie prezentowany jest sprzęt, który już znajduje się w jednostkach.
- W tym roku zobaczymy sprzęt najnowocześniejszy, np. moździerze samobieżne RAK na podwoziu transporterów Rosomak. Będą też armatohaubice samobieżne KRAB 155mm - mówił Kiński.
Internauci uważają, że to, co zaprezentuje wojsko, poza wspomnianymi wyjątkami, będzie ładnie pomalowane, na chodzie, ale złom.
- Nie zgodzę się z tym do końca. Od paru lat nie pokazujemy bojowych wozów piechoty BWP-1. To rzeczywiście jest złom - ocenił Kiński.
- Będą tam egzemplarze sprzętu, które najlepsze lata mają za sobą, ale zostały gruntownie zmodernizowane. Są to np. czołgi PT-91 Twardy czy zestawy przeciwlotnicze Osa – dodał.
Stare są czołgi Leopard 2. - Dokładnie to samo można powiedzieć o amerykańskim czołgu Abrams, który ze strony naszych sojuszników będzie uczestniczył w defiladzie. Nie jest prawdą, że we wszystkich armiach świata sprzęt jest nowoczesny - tłumaczył Kiński.
Nad Warszawą w ramach defilady przelecą również śmigłowce i samoloty. Nowych śmigłowców brak.
- Możemy pokazać śmigłowce Sokół, polskiej produkcji. Udowadniają, że nasz przemysł jest zdolny do produkcji i modernizacji śmigłowców. Możemy pokazać W3-P czy Głuszca – wyliczał gość.
Przyznał, że nowe śmigłowce są potrzebne. - Wymiana generacyjna jest niezbędna w przypadku śmigłowców morskich i do współpracy z wojskami specjalnymi – ocenił.
- Później trzeba pomyśleć o śmigłowcach bojowych, ale to wymaga szerszych studiów: czy takie nowe śmigłowce bojowe, powstałe jeszcze na bazie wymagać z okresu zimnej wojny, będą skuteczne na dzisiejszym polu walki – dodał.
Prezydent Duda z ministrem Błaszczakiem leci do Australii, żeby rozmawiać o przejęciu przez Polskę używanych okrętów.
- Te okręty nie stanowią żadnego skoku jakościowego w stosunku do tego, co dziś eksploatujemy - ocenił Kiński. - Są to fregaty typu Oliver Hazard Perry. 2 takie starsze okręty mamy w służbie (Kościuszko i Puławski). Fregaty australijskie mają 25 i 26 lat. Zostały zmodernizowane, ale pod potrzeby australijskie. Nie jest prawdą, że są w pełni zgodne ze standardami NATO – dodał.
Kiński przyznał, że te okręty mogłyby wzmocnić nasz potencjał, operując np. poza akwenem Bałtyku. - Mogłyby zapewnić osłonę statków z gazem czy ropą, które płyną do naszych portów – stwierdził. - Jednak ich znaczenie w obronie przeciwlotniczej naszego kraju jest dyskusyjne. Jeżeli przejmiemy te okręty prawie za darmo, to być może mogą służyć nieco dłużej niż Kościuszko i Puławski oraz zapewnić szkolenie załóg. Boję się, że będzie to kolejna prowizorka, która potrwa 15 lat, początkowo wskazywana jako wielki sukces, a później będzie o tych okrętach coraz ciszej – dodał.
Najpilniejsze zakupy
Kiński zaznaczył, że w polskich armii potrzeb jest wiele. - W przypadku wojsk lądowych to kwestia bojowych wozów piechoty, zakończenia procesu modernizacji czołgów Leopard 2A4. Potrzeba koncepcji czołgów 2A5 – mówił. - Jest kwestia obrony przeciwlotniczej. Wisła i Patrioty to nie wszystko. To także system Narew, który ma zastąpić systemy obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu wojsk lądowych. Decyzje potrzebne są na już – stwierdził.
- W przypadku lotnictwa potrzebujemy następców dla MiGów 29 i Su-22 (program Harpia). W przypadku marynarki wojennej, poza niszczycielami min, które dostarcza nas krajowy przemysł i komponentami lądowymi, cała reszta to tragedia – dodał.