Lotos postanowił pójść za przykładem swoich głównych konkurentów i oprócz oferty bogato wyposażonych stacji chce zorganizować sieć obiektów, na których paliwo będzie nieco tańsze. A więc przyciągnąć klientów, którzy są zainteresowani przede wszystkim tankowaniem, a nie zakupami i usługami. Wcześniej na taki typ stacji ekonomicznych zdecydowały się PKN Orlen (sieć Bliska) oraz norweski Statoil (1,2,3). Wczoraj Norwegowie poinformowali, że z 340 stacji, które mają w Polsce, aż 75 działa w sieci 1,2,3.

Zarząd grupy Lotos, która jest drugim po PKN Orlen producentem paliwa w Polsce, liczy, że dzięki Optimie poprawi swoją pozycję na rynku detalicznym. O ile w sprzedaży hurtowej firma ma 30 proc. udziałów w rynku, o tyle w detalicznej – tylko ok. 8 proc.

Lepszą pozycję mają zachodnie koncerny: Statoil, Shell i BP. W swojej strategii do 2015 roku gdańska spółka zakłada, że będzie mieć 10 proc. udziałów w krajowym rynku. Zdaniem wiceprezesa Macieja Szozdy, by ten cel osiągnąć, Lotos powinien posiadać w całym kraju ponad 450 stacji. Obecnie ma ich 320.

– Chcemy mieć drugą pozycję na rynku detalicznym – powiedział wczoraj wiceprezes Szozda.

Ponad połowę stacji w sieci grupy stanowić będą punkty Lotos Optima.Tylko w tym roku firma uruchomi ich 50 – część będzie zmodernizowanymi stacjami własnymi, część partnerskimi i nowo zakupionymi.

Według danych Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego na koniec 2010 roku w kraju działało 6,7 tys. stacji, z czego niemal połowę stanowiły tzw. niezależne. Gdański Lotos pod względem liczby obiektów był na czwartej pozycji, a na rynku niezmiennie dominował Orlen – mając 1,7 tys. stacji.