Chodzi o limitowaną wersję butów Nike Zoom Vaporfly 4% Flyknit. Amerykańska firma zaprezentowała je po raz pierwszy dwa lata temu, twierdząc, że są to najszybsze buty na Ziemi. Miały one bowiem zwiększyć prędkość biegacza o 4% – na co wskazuje nazwa tej limitowanej serii butów. Buty są zaprojektowane tak, by miały jak najniższą wagę przy jak największej wydajności. Pozwalają one biegaczowi szybciej wybijać się od ziemi dzięki specjalnej podeszwie z włókna węglowego, która umożliwia zachowanie energii w kontakcie buta z podłożem.
Czytaj także: Biegasz? Dostaniesz za darmo piwo od New Balance
Ten dodatkowy zastrzyk wydajności u niektórych fanów sportowych budził sceptycyzm, u innych z kolei obawy. Analitycy New York Times postanowili sprawdzić w ubiegłym roku, ile prawdy zawiera się w tych odważnych reklamach Nike. Przebadali dane pochodzące z około 500 tys. maratonów i półmaratonów w latach 2014-2018, biorąc pod uwagę wyniki uzyskane przez maratończyków i buty, w których startowali. Okazało się, że rzeczywiście sportowcy z Nike Zoom Vaporfly 4% biegali średnio o 3-4% szybciej niż ci z innym obuwiem i o ponad 1% szybciej od drugich w kolejności „najszybszych butów”.
Warto wspomnieć, że to właśnie w nich Kenijczyk Eliud Kipchoge podbił we wrześniu 2018 r. rekord świata na maratonie w Berlinie, który pokonał w czasie 2:01:39.
Fakt ten wywołał silne kontrowersje w branży sportowej. Niektórzy sugerowali, że buty mogą stwarzać nieuczciwą konkurencję, inni porównywali je nawet z środkami dopingowymi i chcieli zakazać ich maratończykom.
Czytaj także: Nike ukarany przez Komisję Europejską grzywną 12,5 mln euro
To jednak się nie stało. Nike nie przejmuje się krytyką i właśnie ogłosił nową ulepszoną wersję butów o nazwie ZoomX Vaporfly NEXT%. Czemu zniknęły z niej 4%? Ponieważ buty mają jeszcze bardziej zwiększyć szybkość ich posiadacza, przenosząc go na „kolejny poziom”. Nike zapowiedział, że nowe buty pomogą dokonać czegoś, co dotychczas było uważane za niemożliwe – pokonania maratonu w mniej niż dwie godziny.
Nie wiadomo jeszcze, ile będą kosztować, biorąc jednak pod uwagę, że za ich starszą wersję trzeba w Polsce zapłacić 999 zł – zapewne niemało.