fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Teresa Romer: Bycie sędzią to nie przymus

Fotorzepa, Rafał Guz Rafał Guz
Protestujący sędziowie chcą przejść w stan spoczynku. Krytykuje to Teresa Romer, sędzia Sądu Najwyższego
74 sędziów z reorganizowanych od 1 stycznia 2013 r. najmniejszych sądów rejonowych złożyło do ministra sprawiedliwości wnioski o przeniesienie w stan spoczynku. Odpowiedź jest negatywna. To bunt czy protest sędziów?
TERESA ROMER: Trudno chyba mówić o buncie, to raczej protest. Sędziowie od początku nie akceptowali decyzji ministra sprawiedliwości o reorganizacji na mapie administracyjnej sądownictwa. Minister nie wysłuchał ich argumentów, nie wziął pod uwagę opinii środowiska, nie liczył się ze stanowiskiem Krajowej Rady Sądownictwa, więc teraz sędziowie konsekwentnie okazują niezadowolenie i w ten sposób protestują.
Znajduje pani uzasadnienie do takiej formy protestu?
Przyznam szczerze, że nie bardzo rozumiem o co ta wojna. Praktycznie dla sędziego orzekającego dziś w likwidowanym sądzie rejonowym nic przecież się nie zmieni. Po 1 stycznia 2013 r. przyjedzie do pracy w to samo miejsce, tylko tabliczka na budynku będzie inna. Po co więc sięga się po najbardziej radykalne rozwiązanie, jakim jest odejście z zawodu? Zrozumiałabym, gdyby chodziło o niezawisłość i zmiany, które w nią uderzą, ale z powodu zmiany nazwy sądu?
Czy zachowanie 34-letniego sędziego z dwuletnim doświadczeniem w zawodzie, który składa wniosek o przeniesienie w stan spoczynku z powodu reorganizacji, można nazwać godnym urzędu?
Jeśli ktoś decyduje się na zawód sędziego, to wybiera drogę na całe życie. Bycie sędzią to nie jest zwykła, nawet najbardziej odpowiedzialna praca, do której się przychodzi na kilka godzin. To urząd, do którego piastowania obok szczególnej wiedzy niezbędne jest też powołanie. Jeśli młody sędzia chce zrezygnować z takiego zawodu na znak protestu za niechcianą reorganizację, to można uznać, że takiego powołania w nim nie ma. Może więc lepiej by było, gdyby z zawodu odszedł.
Wyroków sądów się nie komentuje. Wczoraj jednak przed Trybunałem Konstytucyjnym zapadł bardzo ważny dla środowiska wyrok w sprawie zamrożenia wynagrodzeń sędziów w 2012 r. Trybunał uznał, że pensje zamrożono zgodnie z konstytucją. Dużo miejsca i podczas rozprawy, i w trakcie uzasadniania orzeczenia poświęcono godnym zarobkom. Kiedy, pani zdaniem, moglibyśmy powiedzieć, że pensja jest godna urzędu sędziego? Jest jakaś konkretna kwota, o której można by mówić, że jest zadowalająca?
Nie ma mowy o podaniu konkretnej kwoty, która miałaby o takiej godności świadczyć. Wynagrodzenia sędziów w całej Europie są bardzo różne. Są Niemcy, w których sędziowie zarabiają dużo więcej niż w Polsce, ale jest też Rumunia, w której pensje są niższe. To wszystko jest kwestią ocenną i względną. Dla jednych owe sześć tysięcy zł miesięcznie to kwota wystarczająca. Kiedy zakłada się rodzinę i dużo pracuje, już nie jest atrakcyjna. Rozumiem młodych ludzi, którzy po wielu latach nauki trafiają do sądu, ale chcieliby też normalnie żyć. Sędziowie mają ograniczone możliwości dorabiania. Nawet jeśli mają predyspozycje do wykładania czy pisania, to nie zawsze dostają zgodę na taką działalność. Wielu z nich nigdy nie zarobi dodatkowych pieniędzy.
Od kilku miesięcy wymiar sprawiedliwości przeżywa ciężkie chwile. Najpierw sprawa firmy Amber Gold, potem pechowa rozmowa prezesa Milewskiego z rzekomym pracownikiem Kancelarii Premiera i kilka innych wpadek. Wymiar sprawiedliwości traci w oczach opinii publicznej. Ludzie coraz częściej i ostrzej mówią o sędziach i wyrokach przez nich wydawanych. Jest szansa, aby autorytet odbudować?
Szansa jest zawsze. Trzeba tylko umiejętnie ją wykorzystać. Zgadzam się, że sądy popełniły błędy, ale patrząc na liczbę wszystkich sędziów, a przecież jest ich prawie 10 tysięcy, to cały czas tylko incydenty. Rozumiem prawa rynku medialnego, że dobrze sprzedają się afery, sprawy obnażające głupotę, brak wiedzy czy kuriozalne zachowania. Trzeba jednak też mówić o dobrych rzeczach, sukcesach, o tym, co się udało. No i przede wszystkim trzeba być sędzią w każdej chwili, o każdej porze dnia i nocy. Sędzia w sali zostawia tylko togę. Nie przestaje być sędzią na zakupach, spacerze z psem, rodzinnej imprezie czy urodzinach znajomego. Obowiązkiem sędziego, także poza salą, jest przestrzeganie najwyższych standardów. Nikt nikogo nie zmusza do tego zawodu. Sędzia ma ogromną władzę, decyduje o ludzkich losach, dlatego musi być człowiekiem wyjątkowym.
Jeśli większość sędziów jest taka wyjątkowa, to skąd biorą się te wszystkie wpadki? Może jest ich niewiele, ale kiedy już się zdarzą, to bulwersują. W grę wchodzą przecież afery finansowe, na których ucierpiało kilkanaście tysięcy ludzi, czy krzywda dzieci.
Zawód sędziego niczym nie różni się od innych. W każdym pojawiają się ludzie, którzy nie powinni tam trafić. To samo dotyczy nauczycieli, lekarzy, dziennikarzy. Nasi sędziowie są doskonale merytorycznie przygotowani do orzekania. Wielu kończy dodatkowe kursy. Gorzej jest z doświadczeniem życiowym, kulturą osobistą i tą na sali rozpraw oraz zrozumieniem swojej wyjątkowej roli. Być może za mało mówi się o tym podczas aplikacji czy podczas studiów prawniczych. To należałoby zmienić, i to szybko. Dobry kontakt ze stronami to połowa sukcesu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA