fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty zimowe

Biegnie Justyna: przystanek Alberta

Justyna Kowalczyk
AFP/SCANPIX SWEDEN/JONAS EKSTROMER
W środę o 19 (TVP 2, Eurosport) wyścig na 10 km, jeden z trzech biegów w Canmore. I szansa na pierwszą tej zimy wygraną Justyny Kowalczyk
– Skrojone na miarę. Nic się tu na szczęście nie zmienia – mówi Justyna „Rz" o trasach w Canmore. W jej przypadku trasy na miarę to znaczy: bardzo trudne, bardzo dobrze przygotowane i bardzo szerokie. Trener Aleksander Wierietielny dodaje, że drugich takich na świecie nie ma. – Im nie trzeba nawet robić reklamy, są cały czas oblegane przez tłum biegaczy – mówi „Rz".
Tutaj przygotowywali się dwa lata temu z Justyną do igrzysk w Vancouver, a przez ostatni tydzień trenowali już z myślą o Tour de Ski, odpuszczając starty w sprincie w Quebecu w poprzedni weekend. – Canmore bardzo dobrze mnie przygotowuje do następnych startów – tłumaczy Justyna.
Tej zimy, gdy z Pucharu Świata zniknęło estońskie Otepaeae i Szklarska Poręba, to właśnie tutaj, w kanadyjskiej Albercie, Kowalczyk ma zawody, które traktuje jak domowe. W żadnym innym miejscu PŚ nie stawała na podium z taką regularnością. Tylko raz wypadła w Canmore poza czołową trójkę, w sprincie stylem dowolnym w 2008. Żałowała, że trafiły się jej kanadyjskie igrzyska w Vancouver na trasach tak płaskich, że nazywali je z trenerem turystycznymi. Gdyby mogła walczyć o medale w Canmore, gdzie rozgrywano biegi igrzysk w Calgary w 1988 r. i gdzie są długie, ciężkie podbiegi, to byłaby inna rozmowa.
To będzie jeden z najdłuższych weekendów w PŚ, z trzema startami: dziś na 10 km stylem klasycznym ze startu wspólnego (skoczkowie pracę w ten weekend zaczynają jutro, kwalifikacjami w Engelbergu, już z Kamilem Stochem), w sobotę sprint stylem dowolnym, a w niedzielę bieg łączony na 15 km. Nie ma w Kanadzie najlepszych Norweżek, które pierwszy raz zrobiły sobie tak długą przerwę w startach, wszystko postawiły na Tour de Ski i przygotowują się do niego we włoskim Seiser Alm. Nie będzie Szwedki Charlotte Kalli ani Finki Kristy Lahteenmaeki. Z czołowej dziesiątki PŚ przyjechały oprócz Justyny Norweżki Vibeke Skofterud i Kristin Stoermer Steira, fińska sprinterka Anne Kyloenen i Amerykanka Kikkan Randall.
Jeśli Kowalczyk w Canmore ucieknie Kikkan Randall, może zostać liderką PŚ
To ona będzie najgroźniejszą rywalką Kowalczyk, po zwycięstwie w sprincie w Quebecu Randall jest wiceliderką PŚ z przewagą 75 pkt nad Polką. Liderka, Marit Bjoergen, ma 190 pkt więcej od czwartej Justyny (wyprzedza ją jeszcze Therese Johaug o 13 pkt), ale w Canmore będzie ich do zdobycia aż 300 i byłoby niespodzianką, gdyby Bjoergen pozostała na prowadzeniu. A sensacją – gdyby Kowalczyk nie wygrała choć jednego biegu.
– W zgadywanie się nie bawię, ale Justyna jest pozytywnie nastawiona i wiem, że będzie nieźle – mówi „Rz" trener Wierietielny. – Robiliśmy już tutaj kontrolny bieg i przekonaliśmy się, że trzeba będzie mądrze wybierać taktykę. A to, że oba biegi długie będą ze startu wspólnego, nam pasuje, już to w Canmore przerabialiśmy z dobrymi efektami – mówi trener, wspominając bieg łączony z 2008 r. wygrany przez Justynę.
Dziś będzie najlepsza okazja, by odrobić część strat do Randall, bo Amerykanka na 10 km klasykiem radziła sobie do tej pory kiepsko. Ona czeka przede wszystkim na sobotni sprint. Ale Justyna też, bo jak twierdzi trener, trasa sprintu jest tu tak ciężka, że typowym szybkobiegaczkom trudno będzie o zwycięstwo. Kanada pachnie sukcesem.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA