fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Żyliśmy o czerstwym chlebie

Patti Smith, Poniedziałkowe dzieci, przeł. Robert Sudół, Czarne 2012
Rzeczpospolita
Patti Smith, matka chrzestna punk rocka, o biedzie, sztuce i Nowym Jorku lat 60. i 70. Dla naszych czytelników mamy trzy książki
"Tego lata umarł Coltrane, zabrzmiał „Crystal Ship", dzieci kwiaty wzniosły puste ręce, a Chiny zdetonowały bombę wodorową. W Monterey Jimi Hendrix podpalił swoją gitarę. W Newark i Detroit wybuchły zamieszki. W tej niegościnnej atmosferze przypadkowe spotkanie zmieniło bieg mego życia. Tego lata poznałam Roberta Mapplethorpe'a" – wspomina Patti Smith, wówczas ekspedientka w księgarni na Manhattanie, historyczne tło jej najbardziej osobistego przeżycia. Był rok 1967, a przyszły sławny fotograf męskich aktów, kwiatów, łącznik między pornografią a światem sztuki, na razie nie trzymał jeszcze w ręku aparatu. Zobacz na Empik.rp.pl
Muzyka rockowa potrzebuje mitów, to one tworzą historię, mobilizują fanów, napędzają sprzedaż. Chyba najbardziej zmitologizowaną epoką jest przełom lat 60. i 70., a miejscem szczególnym w historii popkultury –  Nowy Jork. „Poniedziałkowe dzieci" to historia związku dwóch niezwykłych osobowości, najpierw pełnego namiętności, potem wspólnej walki o twórczą niezależność, wchodzenia do artystycznej bohemy Nowego Jorku, wreszcie przyjaźni, gdy Mapplethorpe ujawnił się jako homoseksualista.
W książce Patti Smith wszystko jest „jeszcze" nie takie, jakie znamy. Ona jeszcze nie nagrała albumu „Horses", manifestu pokolenia, dla którego bronią była gitara elektryczna i mikrofon. Nie jest matką chrzestną punk rocka, słucha raczej Boba Dylana. Robert Mapplethorpe nie należy do świty Andy'ego Warhola, zarabia robieniem naszyjników. Oboje nie mają nic z gwiazd, klepią biedę jak większość ówczesnej bohemy, o czym niewielu chce mówić. „Żyliśmy o czerstwym chlebie i gulaszu wołowym. Nie starczało pieniędzy, żeby dokądkolwiek chodzić, nie mieliśmy telewizora, telefonu ani radia".
To opowieść o czasach, kiedy nowojorska bohema, bawiąc się w podziemnych klubach, eksperymentowała z amfetaminą, psychodelikami, odkrywa kluby sado-maso, ale jedną nogą tkwiła jeszcze w świecie rodzinnych domów. Mapplethorpe, który za chwilę będzie tworzył hymn na cześć czarnego samca, jego siły, piękna, erotyzmu, jedzie z Patti Smith do rodziców i nie potrafi się przyznać, że żyją w wolnym związku. Odgrywają fikcyjne małżeństwo.
Ta książka to relacja z epoki, kiedy Nowy Jork stawał się kulturalnym centrum zachodniego świata, ale jeszcze nie mógł w to uwierzyć, oglądając się jak przez ostatnie 100 lat na Europę. Amerykańska awangarda czyta wciąż Rimbauda, Brechta, ogląda Godarta i Brassaia i odbywa rytualne podróże do Paryża.
To wspomnienie z epoki, kiedy łóżko w Chelsea Hotel nie kosztowało jeszcze 300 dolców za noc, a goście płacili właścicielowi własną sztuką. To migawka z okresu, kiedy nawet największe gwiazdy nie miały jeszcze ochroniarzy. „Przy stoliku po lewej stronie brylowała Janis Joplin. Dalej po prawej stronie siedziała Grace Slik. Przy ostatnim stoliku siedział Jimi Hendrix naprzeciwko jakiejś blondynki" – wspomina Smith bar w Chelsea Hotel.
„Poniedziałkowe dzieci" to wielka relacja z czasów, które nie zastygły jeszcze w mit.
KONKURS
Dla naszych czytelników mamy trzy książki "Poniedziałkowe dzieci".
Aby je  wygrać, wyślij w czwartek (4 października) esemes o treści "ZW.02.imię nazwisko + adres do wysyłki" na nr 71601 (cena 1 zł plus VAT - 1,23 zł).
Wygrywa co drugi esemes nadesłany na dany kod w godz. 14-15 w dniu 4 października, do momentu wyczerpania puli nagród (nagrody prześlemy pocztą).
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA