fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Rząd ustępuje, na granicach drgnęło

Fotorzepa, Krz Krzysztof Łokaj
Beata Drewnowska
Zbigniew Lentowicz
Celnicy zaczęli wracać do pracy na przejściach. Rozładowanie gigantycznych zatorów potrwa jeszcze wiele dni.
Rząd we wtorek radził, jak uporać się z kryzysem na przejściach granicznych. Podtrzymał ofertę podwyżek dla funkcjonariuszy, a także przyjął projekt zmian w ustawie o Służbie Celnej wychodzący naprzeciw postulatom protestujących.
Po posiedzeniu Rady Ministrów szef resortu finansów Jacek Rostowski był dobrej myśli. Zapewniał, że rozmowy z celnikami przebiegają w dobrej atmosferze. W siedzibie Ministerstwa Finansów z przedstawicielami związkowców negocjowali szef Służby Celnej Jacek Dominik i sekretarz stanu w Kancelarii Premiera Michał Boni. Rząd podtrzymał ofertę podwyżek w granicach 500 zł brutto na funkcjonariusza. – To maksymalna kwota, na jaką nas stać – przekonywał Jakub Lutyk, rzecznik MF.
Rząd w ekspresowym tempie przyjął dziś projekt nowelizacji ustawy o Służbie Celnej. Do końca kwietnia wspólnie z funkcjonariuszami przedstawiciele rządu opracują projekt ustawy modernizacyjnej, która pozwoli m.in. zwiększyć uprawnienia celników i zbliżyć je do obowiązujących w innych służbach mundurowych. Minister finansów chce natomiast szybko podpisać rozporządzenie dotyczące godzin nadliczbowych, tak by były one płatne. Mają się też zmienić regulacje dotyczące awansu celników.
– Liczba ciężarówek oczekujących przed szlabanem powoli topnieje – mówił Ryszard Chudy, rzecznik Izby Celnej w Olsztynie. Małgorzata Blacharska z przemyskiej Izby Celnej informowała, że kontrolerów na przejściach przybywa, ale część funkcjonariuszy zwleka z powrotem do służby, wyczekując rezultatów negocjacji związkowców z rządem.
Na przejściu w Korczowej wiodącym na Ukrainę długość kolejki do odprawy szacowano we wtorek na 140 godzin. Napięcie nie malało także na innych przejściach: korek przed Dorohuskiem mierzył ok. 30 kilometrów. Bardziej krzepiące wiadomości płynęły z polsko-rosyjskiej granicy.
Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych, liczy, że minister spraw wewnętrznych wykorzysta wszystkie możliwości, aby przywrócić normalne warunki na szlakach wiodących na Wschód. I ostrzega, że jeśli władzy nie uda się rozładować zatorów w najbliższych dniach, przewoźnicy na znak protestu zablokują drogi.
Firmy transportowe jeszcze strat nie liczą. Czekają z tym na zakończenie zamieszania na granicy. Każda kolejna doba postoju jednego samochodu to koszt 300 euro. Rachunek chcą wystawić Ministerstwu Finansów.
Narzekają natomiast producenci towarów eksportowanych na Wschód. – Od dwóch tygodni nie możemy zrealizować zamówienia złożonego przez naszego ukraińskiego kontrahenta, ponieważ wynajęta przez niego firma transportowa nie jest w stanie dotrzeć do naszego zakładu w Ustroniu – mówi Agnieszka Kretschmann z działu eksportu firmy Mokate, największego w Polsce producenta cappuccino. Zamówiony towar blokuje magazyny i nasze koszty rosną.
Sytuacja na przejściach granicznych jest dramatyczna, dla nas nie do przyjęcia. Protestujący nie zadbali o to, abyśmy w jakikolwiek sposób mogli się przygotować, a czas trwania tego nienormalnego stanu przekracza już granice zdrowego rozsądku. Ponosimy straty finansowe spowodowane tym, że nasze spółki zależne nie są w stanie dotrzymać terminów dostaw. W związku tym muszą płacić kolosalne kwoty za niewywiązanie się z warunków umowy. Musieliśmy również zrezygnować z planów promocyjnych, ponieważ nie jesteśmy w stanie zapewnić odpowiedniej ilości towaru. Do tego dochodzą rosnące z godziny na godzinę straty firm przewozowych, które z pewnością zostaną na nas przerzucone. Blokada psuje nasze ciężko wypracowane relacje z klientami, którzy nie są w stanie zrozumieć, jak urzędnicy państwowi mogą podejmować tak destrukcyjne akcje.
—b.d.
Przewoźnicy stojący w kolejkach do odpraw mogą dochodzić odszkodowań, choć nie jest to proste. Przewoźnik (czy przesyłający towar) musi wskazać odpowiedzialnego za straty, wyliczyć szkodę i wykazać tzw. związek przyczynowy między zachowaniem sprawcy a wyrządzeniem szkody (udowodnić, że poniósł straty z powodu strajku). Wykazanie dwóch ostatnich jest stosunkowo proste. Szkoda to np. kary za opóźnienia w dostawach. Związek przyczynowy między zablokowaniem odpraw a stratami jest dość oczywisty. Trudności mogą się pojawić przy wskazy- waniu sprawcy. Może nim być Skarb Państwa, który na podstawie art. 417 k.c. odpowiada za szkodę wyrządzoną przez niezgodne z prawem działanie lub zaniechanie przy wykonywaniu władzy publicznej – w tym wypadku za pracę celników. Z góry można jednak przewidzieć, jakie stanowisko zajmą przed sądem prawnicy Skarbu Państwa. Będą argumentować, że strajk jest uznawany za siłę wyższą, co zwalnia z odpowiedzialności za szkody nim spowodowane. Tym bardziej państwo nie mogło wiele zrobić przy nieformalnych, żywiołowych protestach, którym trudniej zaradzić.
Przewoźnicy mogą też dochodzić odszkodowań od organizatorów protestów. Ustawa o rozwiązywaniu sporów zbiorowych obciąża ich bowiem odpowiedzialnością za szkody wyrządzone wskutek akcji zorganizowanej wbrew prawu (w przypadku protestu celników wykazanie jej nielegalności raczej będzie łatwe).
—DOM
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA