fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Praktycznie i blisko biznesu – tak uczą na świecie

Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Niemcy kształcą praktycznie, w USA uczelnie zabiegają o studenta, w Szwecji żacy swobodnie wybierają przedmioty. To recepty na zmniejszenie bezrobocia wśród absolwentów
Ponad 18 proc. adeptów studiów pozostaje bez pracy – podaje rzecznik praw absolwenta Bartłomiej Banaszak. To wyższy wskaźnik niż wyliczany na podstawie danych resortu pracy. W swoich szacunkach Banaszak uwzględnia jednak osoby z tytułem licencjata. Według ministerstwa bezrobotnych legitymujących się dyplomem magistra jest 240 tys. A to daje 11-proc. wskaźnik bezrobocia.
Bez względu na to, jakie liczby przyjąć, Polska zaczyna mieć problem z rosnącą rzeszą magistrów bez pracy. Dodatkowo pracodawcy narzekają, że umiejętności absolwentów nie korespondują z ich wymaganiami. Dzisiaj w trwającej na łamach „Rz" debacie nad systemem szkolnictwa wyższego wskazujemy, jak z tym problemem radzą sobie za granicą. Niemcy, w których odsetek młodych osób pozostających bez pracy jest jednym z najniższych w Europie, oparły swój system kształcenia na tzw. systemie dualnym, czyli równoległym zdobywaniu wiedzy i umiejętności praktycznych. Najbardziej rozwiniętym segmentem szkolnictwa wyższego są tam wyższe szkoły zawodowe. W murach tych uczelni kształcą się kadry inżynierskie, przyszli pracownicy dziedzin związanych z naukami społecznymi, mediami czy wzornictwem.
W Polsce to nie  uczelnie rywalizują o studenta, ale maturzyści o darmowe studia Praktyczne ukierunkowanie szkół widać też na przykładzie kadry akademickiej – wielu wykładowców to praktycy, którzy mają doświadczenie z pracy w przemyśle czy biznesie. Dzięki temu studenci otrzymują wiedzę odpowiadającą oczekiwaniom przedsiębiorców. Te umiejętności dodatkowo kształtują obowiązkowe praktyki studenckie, które trwają semestr, a niekiedy dwa. Prace dyplomowe studentów powstają we współpracy z zakładami pracy, co oznacza ich ścisłe odniesienie do praktyki. Kolejny kraj, którego system edukacyjny nie ma problemu z dostosowaniem się do rynku pracy to USA. – Ten fenomen oparty jest na dwóch filarach. Po pierwsze, studia w USA są płatne, a więc uczelnie, zabiegając o studentów, muszą oferować im produkt jak najlepszej jakości. Po drugie, sektor szkolnictwa wyższego nie jest skrępowany żadnymi ustawowymi regulacjami, a więc ma zupełną swobodę w kształtowaniu swojej oferty edukacyjnej – wskazuje Paweł Dobrowolski, prezes Fundacji Obywatelskiego Rozwoju, który jest absolwentem Harvardu. Podkreśla też, że amerykańskie uczelnie zarządzane są przez ludzi z nimi niezwiązanych. – Dzięki temu podaż ofert szkół wyższych jest skorelowana z popytem na określone usługi. W Polsce jest odwrotnie. To nie uczelnie rywalizują o studenta, ale studenci o darmowe miejsca na publicznej uczelni – zaznacza Dobrowolski. Jeszcze inaczej wygląda skandynawski model uczelniany. W Szwecji sektor szkolnictwa wyższego jest w całości publiczny, a studia dla wszystkich bezpłatne. Cechą charakterystyczną tego modelu jest organizacja toku studiów, która pozwala, aby samodzielnie kreowali ją studenci. By ich wybory były efektywne i powiązane z oczekiwaniami pracodawców, mogą liczyć na podpowiedź ze strony doradcy zawodowego, a także tutora, który indywidualnie opiekuje się studentami. Zajęcia na szwedzkich uczelniach nastawione są na rozwój praktycznych umiejętności, pracę w grupach oraz zarządzanie projektami. Te umiejętności sprawdzane są też w trakcie egzaminów, które opierają się na wykonaniu, często w grupie, jakiegoś projektu. Wymagania są tak konstruowane, aby studenci musieli wykorzystać w praktyce cały materiał danego przedmiotu. Istnieją już zatem modele, które można próbować przenieść na polski grunt. Dają szansę, że dyplom magistra nie będzie się dewaluował i uda się zatrzymać wzrost wskaźnika bezrobocia wśród absolwentów.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA