fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biura podróży

Triada - bogaty bankrut?

Fotorzepa, Seweryn Sołtys Seweryn Sołtys
Samochody, biuro w centrum Warszawy, setki tysięcy złotych w gotówce, setki kamer i aparatów fotograficznych, sieć handlowa - to wszystko miała upadająca spółka Triada. Co się stało z tym majątkiem?
Próbuje to wyjaśnić, odkąd na początku kwietnia sąd ogłosił upadłość tej spółki, syndyk masy upadłości Joanna Opalińska. W poprzedniej rozmowie z Turystyką.rp.pl ("Triada pójdzie pod młotek") Opalińska mówiła, co zamierza zrobić ze znakiem towarowym "Triada". Dzisiaj opowiada, jak odzyskuje pozostałe składniki majątku spółki.
Filip Frydrykiewicz, Turystyka.rp.pl: Co, poza znakiem towarowym "Triada", zostało po Triadzie?
Joanna Opalińska, syndyk: Przeglądając zapisy w księgach wieczystych natrafiłam na informację, że Triada była właścicielem kilku lokali w tej samej kamienicy przy Nowogrodzkiej 42. Miała w nich siedzibę. Jak wspomniałam na początku, oddała je za długi Sky Clubowi. Odbyło się to kilka tygodni przed ogłoszeniem jej upadłości. Analizujemy, czy nie była to czynność bezskuteczna.
Nie znam wartości tych nieruchomości, ale nie jest ona mała, bo niektóre lokale mają setki metrów kwadratowych, a mieszczą się w samym centrum miasta.
Kiedy rozmawialiśmy pierwszy raz, pół żartem mówiła pani, że ma pracę detektywa. Teraz zaczynam rozumieć, o co pani chodziło.
Tak, bo muszę sama odnajdywać takie informacje. Spółka ich nie zostawiła.
Następny przykład. Podejrzewałam, że Triada miała samochody. I rzeczywiście – odkryłam, że w wydziale komunikacji jest zarejestrowanych na Triadę kilkanaście aut osobowych. Niedużej wartości, ale zawsze coś.
I gdzie są te samochody?
No właśnie, dowiedziałam się nieoficjalnie, że samochody przed upadłością zostały sprzedane. Tymczasem ciągle figurują jako zarejestrowane na spółkę. Zablokowałam więc ewentualne zmiany właściciela, a teraz ustalam, czy rzeczywiście zostały sprzedane, a jeśli tak, to czy zostały zapłacone, czy to nie były czasem fikcyjne transakcje. A jeśli nawet do tych czynności doszło i pieniądze wpłynęły do kasy Triady to, czy nie są to czynności bezskuteczne.
Iście detektywistyczna praca.
Korzystam też z wiedzy komorników, którzy już wiele miesięcy przede mną próbowali ustalić, gdzie jest majątek spółki. Okazuje się bowiem, że zanim została ogłoszona upadłość Triady, kilkunastu wierzycieli starało się odzyskać swoje pieniądze.
To znaczy, że kolejka wierzycieli jest długa. Jaka jest pozycja syndyka wobec komorników?
Między nami nie ma rywalizacji. Konstrukcja prawna jest taka, że z chwilą ogłoszenia upadłości, z mocy prawa wszystkie egzekucje komornicze zostają zawieszone, a prawomocne - umorzone. Upadłość jest egzekucją uniwersalną, obejmującą cały majątek, na rzecz wszystkich wierzycieli.
Czy w swoim śledztwie natrafiła pani na wątek punktów własnych sprzedaży Triady? Ta spółka znana była z sieci dobrych lokali w różnych miastach Polski, w których sprzedawała swoje wycieczki. Nawet jeśli same lokale nie były jej własnością, tylko były wynajmowane, to ich wyposażenie oraz lokalizacja miały jakąś wartość.
Tak, to też ustalam. Mam specjalną grupę ludzi, którzy się tym zajmują. Chcemy się zorientować, ile było tych punktów, gdzie i co się z nimi stało.
Taka sieć ma, sama w sobie, wartość handlową. Tak jak w wypadku banku - liczy się, ile bank ma punktów obsługi klientów.
W wielu dawnych punktach sprzedaży Triady działa teraz spółka Hello Holiday. Ich pracownicy mówią, że w jej imieniu odwiedzał ich były, przedostatni, prezes Triady Piotr Zawistowski. Z Krajowego Rejestru Sądowego nie wynika jednak, by Zawistowski miał z tą spółką coś wspólnego. Czy syndyk będzie próbował wyświetlić tę kwestię?
Mam dokładnie takie same wiadomości. Szereg niezależnych osób z różnych miast mówi, że tak to się odbywało. Jeśli uznam, że to się przełoży na pieniądze dla wierzycieli, będę dochodziła powiązań personalnych. Ale najpierw muszę ustalić, jak to się odbyło, potem dokonać analizy ekonomicznej i prawnej, czy masa upadłości może mieć jakieś roszczenie z tego tytułu.
Czy natrafiła pani jeszcze na ślad jakiegoś majątku po Triadzie?
Zgłosili się do mnie agenci Triady, którzy mieli jej pieniądze i przekazali je mnie.
Jakie to były sumy?
Razem kilkaset tysięcy złotych.
Czyli można już dzisiaj powiedzieć, że jakaś część roszczeń wierzycieli, będzie zaspokojona.
Tego jeszcze nie wiadomo, pieniądze muszą w pierwszej kolejności pokryć koszty postępowania upadłościowego: wynajęcie lokalu dla syndyka, wynagrodzenie księgowej, ogłoszenia do prasy, telefon, wynagrodzenie dla kancelarii prawnej analizującej dokumenty, dla informatyka i dla biegłego sądowego. W tym postępowaniu koszty są kilka razy większe niż w zwykłym postępowaniu. Szczególnie przez pierwsze miesiące.
W tych kosztach są też wynagrodzenia pracowników Triady. Zgłosiło się do mnie około stu dwudziestu osób. Niektóre już były w okresie wypowiedzenia, innym ja dałam wypowiedzenia.
Ci pracownicy nie dostawali pieniędzy od stycznia. Zaległe wynagrodzenia wypłaci im teraz – choć nie wiadomo czy w całym wymiarze - Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, na który składają się wszyscy pracodawcy w kraju, płacąc co miesiąc składki. Same ich roszczenia oceniam na ponad milion złotych.
Dziwi mnie, że władze Triady, skoro nie miały pieniędzy na płace, same nie złożyły wniosku o upadłość spółki. Powinny to zrobić wiele miesięcy temu, miały taki prawny obowiązek. Zamiast transferować majątek na inne podmioty, pod hasłem „restrukturyzacji", co nie miało nic wspólnego z restrukturyzacją.
Czy to już wszystko, jeśli chodzi o masę upadłości Triady?
Nie. Przejęłam jeszcze kilkaset aparatów fotograficznych i kamer. To są fabrycznie nowe, opakowane egzemplarze. Wycenia je właśnie biegły. Będę je chciała jak najszybciej sprzedać. Najlepiej wszystkie na raz.
A jeśli nie znajdzie się chętny?
Mam, jak każdy komornik, konto na Allegro i tam je wystawię. Na marginesie - to są przedmioty wyprodukowane dwa lata temu, a do tego syndyk nie udziela na nie gwarancji.
Triada miała ostatnio 7 procent udziałów w spółce Sky Club. Czy to też bierze pani pod uwagę?
Tak. Te udziały też będą wycenione przez biegłego i sprzedane. Sędzia komisarz określi, czy na przetargu, czy z wolnej ręki.
Ale zanim to nastąpi syndyk może korzystać z uprawnień udziałowca, czyli brać udział w zgromadzeniach udziałowców, mieć wgląd w dokumenty spółki i wykonywać prawo głosu. Może też zaskarżać uchwały, gdyby prowadziły one do pokrzywdzenia mniejszościowego udziałowca. Dzięki temu, że ma wgląd w bieżącą działalność spółki, ma informacje potrzebne biegłemu do wycenienia owego mniejszościowego udziału przed jego sprzedażą.
Wątków majątkowych jest więc wiele. Ale przecież to, co się działo z majątkiem Triady, mogłyby pokazać jej księgi handlowe.
Tak, ale ja ich nie mam.
Dlaczego?
To bardziej skomplikowane. Podobno od stycznia księgi nie były prowadzone. Potwierdza to audyt biegłego rewidenta, który na początku roku ustalił taki stan. Co więcej – potwierdza to ostatni prezes Triady, który przyznaje, że za jego czasów księgi handlowe nie były prowadzone. Jak mówi, nie było środków na to.
Nie wiem, czy to prawda, bo jednocześnie wydano mi serwer, na którym rzekomo te księgi są. Tylko, że ten serwer jest w takim stanie, że nie można wejść w dane na nim zapisane. Nie można ich otworzyć.
Nie mam więc narzędzia, na podstawie którego zwyczajowo syndycy analizują stan majątkowy firmy. W tej sytuacji muszę ustalać potrzebne dane na podstawie innych informacji. Tyle, że trwa to dłużej i jest bardziej żmudne.
Czyli jest pani już nie tylko staromodnym detektywem, lecz wręcz współczesnym śledczym.
Tak, muszę przepytywać poszczególne osoby, które mają wiedzę w tym zakresie. Działania podejmuje też sąd upadłościowy. Za kilka dni jest wyznaczona rozprawa, na której mają być wysłuchani świadkowie. Ludzie, którzy mogą mieć informacje o majątku spółki, i co się z nim działo w okresie bezpośrednio poprzedzającym ogłoszenie upadłości.
Kto to taki?
Nie mogę wypowiadać się w sprawach personalnych. To sąd je wytypował – są to osoby zarządzające spółką i odpowiedzialne za księgowość. Będą zeznawać pod przysięgą, zgodnie z pełną procedurą sądową.
Prowadziła pani również upadłość biura podróży Selecturs. Czy tamte doświadczenia pomagają w sprawie Triady?
To są zupełnie inne upadłości, chociażby dlatego, że Selecturs upadł, mając klientów za granicą. Podobnie jest natomiast z prowadzeniem rachunkowości. W Selektursie właściwie rachunkowość także nie istniała. Oni nie wiedzieli ile mają aktywów, a ile zobowiązań. Ten bałagan ich po części zgubił.
Pomaga to, że Triada i Selecturs mieli wspólnych agentów. Dzięki temu, ci ludzie już wiedzą na czym polega proces upadłości, łatwiej mi się z nimi rozmawia.
Wyjeżdżała pani kiedyś z Triadą na wakacje?
Nie.
A z innym biurem podróży?
Tak, zawsze wyjeżdżam z jednym z dwóch. Mam nadzieję, że oba mają się dobrze.
Kto jak kto, ale z pani wiedzą o tej branży, łatwiej wybrać wiarygodne biuro podróży.
Nigdy nie da się prześwietlić biura do końca, ale są pewne sygnały, po których można poznać kto ma kłopoty. Jednym z nich jest oferowanie podejrzanie tanich wycieczek. Najlepiej porównywać oferty wielu biur, bo koszty, które ponoszą touroperatorzy są bardzo zbliżone. Dlaczego więc jedni ten sam towar sprzedają tak tanio?
Niestety, sytuacja biur podróży w Polsce nie jest dobra. Trzymam kciuki, by upadłość Triady to była ostatnia upadłość w tym sezonie, ale pewnie tak nie będzie.
Rozmawiał Filip Frydrykiewicz
Źródło: turystyka.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA