fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Nie tylko Żerań stracił na interesach z Daewoo

Rzeczpospolita
Warszawska FSO najpierw musiała wyrównać 2,5 mld zł strat, które poniosła po bankructwie koreańskiego Daewoo. Teraz zaczęła pomagać kilkunastu swoim spółkom, których ujemne wyniki za ostatnie lata działalności sięgnęły 735 mln zł.
Deficyt ten powstał w latach 2000 – 2005, gdy drastycznie spadała sprzedaż samochodów produkowanych w Warszawie, a co za tym idzie – także zamówienia na podzespoły. O ile bowiem jeszcze w 2000 r. żerańska fabryka produkowała 200 tys. aut, o tyle każdy następny przynosił spadek o mniej więcej połowę, aż do minimalnego poziomu 40 tys. w latach 2003 – 2004.Część firm zależnych poradziła sobie sama, zdobywając zlecenia poza FSO, np. na produkcję lamp dla Mercedesa i Volkswagena (ZEM Ełk). Inne z trudem wiązały koniec z końcem, zwalniając pracowników i ograniczając produkcję.
Pojawienie się na Żeraniu ukraińskiego inwestora oraz nowych zleceń wcale nie rozwiązało dotychczasowych problemów. Spółki, które przez lata kumulowały milionowe straty, nie miały pieniędzy na rozwój produkcji. Będąc wciąż na minusie, nie mogą liczyć także na kredyty bankowe. FSO w tym roku podjęła decyzję o restrukturyzacji swoich należności, z przeznaczeniem ich części na dokapitalizowanie spółek, co pozwoli im na poprawę struktury bilansowej. W większości z nich obniżono kapitały zakładowe, a uzyskane w ten sposób miliony przekazano na pokrycie strat z przeszłości. W ostatnich tygodniach zakłady ZTS w Grójcu zbilansowały 27,7 mln zł strat, elbląski Hanyang – 74,2 mln, a warszawski Koram ZZM – 62 mln zł. Niewielki Shinchang z Marek odpisał 3,3 mln zł, ale aż 27 proc. kapitału. – Teoretycznie można byłoby też poczekać, aż firmy zaczną zarabiać i same pokryją straty z lat ubiegłych, ale wybraliśmy metodę dokapitalizowania, która ułatwi im zaciąganie niezbędnych kredytów na nowe inwestycje – wyjaśnia Zofia Duran, członek zarządu FSO i dyrektor finansowy firmy. Podkreśla, że podobnie jak w spółce matce także w firmach zależnych proces restrukturyzacji trwa od 2003 r. Już dwa ostatnie lata przyniosły zyski, ale jeszcze zbyt małe, by można było czekać i rozrzucone po Polsce zakłady pozostawić bez pomocy.
– Dlatego FSO zdecydowała o przeznaczeniu części swoich należności na dokapitalizowanie, ponieważ z punktu widzenia fabryki nie ma większego znaczenia, w jaki sposób spółki po wypracowaniu zysku będą się z nami rozliczać: czy przez spłatę zobowiązań, czy przez dywidendę – dodaje dyrektor Duran i podkreśla, że podwyższenie kapitału nie ma żadnego wpływu na rozliczenia podatkowe. Straty, jakie spółki wykazywały w poprzednich latach, będą mogły – zgodnie z przepisami – wyrównać po uzyskaniu dodatniego wyniku finansowego. Zofia Duran nie wyklucza, że kilka spółek może liczyć na dalsze dokapitalizowanie także w następnych latach, jeśli będzie to niezbędne do szybszego rozwinięcia przez nie produkcji. – Nie będą natomiast miały na to wpływu pozytywne lub negatywne decyzje kredytowe banków wobec tych spółek. Ważne są jedynie biznesplany dotyczące uruchomienia produkcji. Dotyczy to realizowania nie tylko naszych zleceń, ale i firm spoza FSO – wyjaśnia. W 2005 r. grupa kapitałowa tworzona przez żerańską FSO i jej 11 spółek produkcyjnych miała łącznie 303 mln zł straty netto. Tylko dwie firmy zależne wypracowały wtedy zyski. Sama FSO w 2005 r. miała 249 mln straty netto. Ale już w 2006 r. grupa kapitałowa wypracowała 121 mln zł zysku netto, w tym FSO – 10,5 mln zł. a.maciejewski@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA