fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Walka z CO2 to hipokryzja - Kolenda o ociepleniu klimatu

Rzeczpospolita, Łukasz Trzciński ŁT Łukasz Trzciński
Bogate państwa mówią tak: my wam udzielimy pożyczki, ale wy za tę pożyczkę kupicie od nas technologie do redukcji emisji dwutlenku węgla. Za tym stoją olbrzymie pieniądze – twierdzi naukowiec w rozmowie z Michałem Płocińskim
Od kilku dni trwa konferencja klimatyczna ONZ w Durbanie. Dlaczego większość krajów nie chce przystać na propozycje Unii Europejskiej, które mają na celu walkę z globalnym ociepleniem?
Zygmunt Kolenda: Są dwa powody. Pierwszy to względy gospodarcze. Pamiętajmy, że niektóre kraje nawet nie podpisały protokołu z Kioto, bo zgoda na ustalone tam warunki oznaczałaby de facto ograniczenie tempa rozwoju gospodarczego. Prawie niemożliwe jest określenie całkowitych kosztów, a podawane przez różnych ekspertów  – i tak bardzo wysokie – wartości nie uwzględniają wszystkich konsekwencji finansowych wymaganych zmian. Niektórych krajów na to po prostu  nie stać.
A drugi powód?
Drugi jest natury naukowej. Otóż nie ma żadnego dowodu na to, że dwutlenek węgla czy inne gazy cieplarniane są przyczyną antropogenicznego, to znaczy powodowanego działalnością człowieka, ocieplenia klimatu. Mamy za to różne dowody na to, że działalność człowieka nie ma na to zjawisko żadnego wpływu lub ma bardzo znikomy. Przyczyn ocieplenia musimy szukać gdzie indziej, a przynajmniej nie zrzucajmy wszystkiego na CO2. Warto wiedzieć, że jeżelibyśmy nawet przyjęli tzw. hipotezę o gazach cieplarnianych, to wszystko wskazuje na to, że para wodna, która jest takim samym gazem cieplarnianym jak dwutlenek węgla, odpowiadałaby w co najmniej 70 proc. za zmiany klimatyczne.
A jak nie gazy cieplarniane?
Jeśli klimat rzeczywiście się ociepla, choć co do tego też są poważne wątpliwości, to zdecydowanie bardziej przekonująca jest teoria,  którą wyznawał zmarły niedawno prof. Zbigniew Jaworowski, czyli wpływu słońca na klimat Ziemi.  Ta koncepcja jest nadal badana,  ale coraz lepiej udokumentowana. Jednak niestety to nie czysto naukowe aspekty są dziś najważniejsze  w debacie. Dlatego dochodzi do przekłamań i straszenia społeczeństwa konsekwencjami globalnego ocieplenia. Zajmuję się naukowo modelowaniem matematycznym takich procesów jak właśnie przenoszenie masy, ciepła czy energii. Jeżeli ktoś mówi, że w ciągu 100 lat temperatura Ziemi wzrośnie o dwa lub pięć stopni, to kłamie, bo tego nie da się obliczyć.
Z czego więc wynika wywierana przez kraje wysoko rozwinięte presja na przyjęcie tej hipotezy?
Do obniżenia emisji CO2w elektrowniach potrzebne są bardzo rozbudowane technologie chemiczne. Takie rozwiązania zostały wypracowane w przodujących technologicznie krajach, np. w Niemczech. My nie mamy takich technologii, my musimy je kupić. Tak samo cały Trzeci Świat. A bogate państwa mówią tak: my wam udzielimy pożyczki, ale wy za tę pożyczkę kupicie od nas technologie do wychwytu dwutlenku węgla. Za tym stoją olbrzymie pieniądze. Nie ma co się dziwić, że Unia Europejska, choć jest emitentem bardzo znikomej części CO2, tak bardzo się uparła i tak wymusza na swoich członkach ograniczenie emisji. A my 95 proc. produkowanej energii uzyskujemy z węgla, który niestety emituje najwięcej dwutlenku węgla. Dziwię się więc bardzo, że w tej kwestii nasz rząd nie prowadzi ostrej polityki w imię obrony naszych interesów. A najbardziej mnie dziwi stanowisko profesora Buzka, który jest przecież specjalistą od inżynierii chemicznej i powinien zdawać sobie sprawę, że wszystko to opiera się na hipotezie, która nie została udowodniona. Nie można przecież wymuszać na krajach członkowskich decyzji, które są sprzeczne z logiką.
Ale logiczne jest, że jeżeli ta teoria jest prawdopodobna, to lepiej nawet na wszelki wypadek ograniczyć emisję CO2, by później nie żałować swej opieszałości...
Nie, bo jeśli ta hipoteza nie jest prawdziwa, to trzeba szukać odpowiedzi poprawnej. Jeśli występuje ocieplenie klimatu, to zastanówmy się nad tym, co należy zrobić, by zmniejszyć tego skutki. Bo jeśli to ocieplenie jest niezależne od działalności człowieka, to nie możemy zrobić nic, by walczyć z jego przyczynami. Jeśli walczylibyśmy ze wszystkim, co do czego bezpieczeństwa nie mamy pewności, skończylibyśmy, walcząc z setkami możliwych, ale niepotwierdzonych zagrożeń. A takie myślenie nie ma przecież żadnego sensu!
A czy od początku pan wiedział, że protokół z Kioto niczego trwale nie zmieni? Że wiele krajów w końcu nie wprowadzi w życie jego postanowień?
Wiadomo było, że to do niczego nie doprowadzi. To od początku była niesamowita hipokryzja. Nawet zwolennicy hipotezy, że przyczyną zmian klimatycznych są gazy cieplarniane, szacują przecież, że musielibyśmy zmniejszyć natychmiast emisję CO2 o 80 proc., by te zmiany cokolwiek dały. A wszelkie rozwiązania pośrednie nie mają najmniejszego znaczenia. Tylko czy słyszał ktoś o grantach naukowych na badanie innych teorii? Na obalenie tej powszechnie obowiązującej? W środowisku naukowym to wcale nie zwolennicy hipotezy o gazach cieplarnianych są w większości. I to nie jest dla nikogo żadną tajemnicą. Tylko po co ktoś ma prowadzić rzetelne badania, jeśli nikt od nikogo takich nie oczekuje? Jeżeli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze...
Ale może już niedługo się to zmieni?
Na razie to, o czym teraz rozmawiamy, jest niestety wręcz niepoprawne politycznie. Po prostu nie wypada tak myśleć. Nie można mówić o żadnej bezstronnej nauce,  o żadnym pluralizmie poglądów  w dzisiejszej debacie na ten temat.  Ja jestem w kontakcie z wieloma naukowcami, którzy myślą tak samo sceptycznie. W USA guru tych sceptyków jest Fred Singer. A kilka lat temu powołano nawet organizację sceptyków, która ma być przeciwwagą dla IPCC (Międzynarodowego Zespołu do spraw Zmian Klimatu), głównego promotora tej teorii. Tylko nie oszukujmy się, budżet, jakim dysponuje IPCC, na pewno nie pozwala na prowadzenie równoprawnej debaty. Ale podejście to zmieni się na pewno, bo nie da się żyć w tak wielkiej hipokryzji.
Zygmunt Kolenda jest profesorem AGH, wykładał na kilku amerykańskich uczelniach. Członek PAU i PAN,  ekspert od spraw energetyki

Szczyt skazany na fiasko

Odbywające się w Durbanie spotkanie przedstawicieli wszystkich 193 państw skupionych w ONZ ma na celu wynegocjowanie nowego systemu przeciwdziałającego ociepleniu klimatu, który mógłby zastąpić protokół z Kioto (jego ważność wygasa z końcem 2012 r.). Na poprzednich konferencjach, w Kopenhadze i w Canhun, niewiążąco ustalono, że ONZ będzie się starała do 2050 r. ograniczyć emisję CO2 na świecie o połowę. Spotkanie potrwa do 9 grudnia, ale już jasne jest dla wszystkich, że zakończy się  totalnym fiaskiem. Największym zwolennikiem ograniczenia emisji CO2 jest Unia Europejska, która jednak nie potrafi mówić jednym głosem. Na przykład Wielka Brytania już na samym początku konferencji poparła pomysł Kanady dotyczący bardzo nieekologicznej eksploatacji roponośnych piasków, czemu Unia miała się wyraźnie sprzeciwić. Ani Stany Zjednoczone, ani Chiny czy Indie (tzw. najwięksi truciciele) nie wykazują woli kompromisu. Eksperci od początku przewidywali, że konferencja ta to nic więcej niż olbrzymie koszty, a w dobie kryzysu ekonomicznego kwestie ekologiczne nie będą dla nikogo priorytetem.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA